Stary cap, dziadyga, grzyb, piernik, cholerny staruch, stetryczały idiota to tylko niektóre zwroty pieszczotliwie nadawane osobom w podeszłym wieku. Starość jest traktowana jako choroba, śmiertelna zresztą, która musi dopaść wszystkich. I co ciekawe dość znaczna część populacji traktuje osoby stare i niedołężne jak roznosicieli zarazy. Dlatego bronią się ze wszystkich sił, gdy niedołężni starcy się do nich zbliżają. A jeszcze bardziej bronią się przed własną starością. Dlatego pociąga ich wszystko co skraca życie. Zauważyłem, że chyba jeszcze nigdy nie widziałem żula niepalącego. Wszystko to, co wystaje pod sklepami wciąga w płuca smołę. Ciężko bowiem wypić i nie zapalić. Gdy swego czasu wyrzekłem się fajek, aby nie napełniać kabzy podnóżkom Kaczyńskiego Jarosława, niemal przestałem pić. Natomiast gdy wypiję, szukam fajek. Trucizny nie mogą się bez siebie obyć, a spożywane jednego wieczoru wzmagają kaca.
Wracając do tematu, muszę przyznać, że gdy dumam o problemie starości staje mi przed oczyma klip Grzegorza z Ciechowa "Ojdadana, gdzie są moje kare konie". Zawsze podczas oglądania go, coś mnie dławi. Muzyka i śpiew przejmują do głębi, a obraz jeszcze to odczucie potęguje. Żal za młodością, trawiący staruszkę, którą wywożą ze starej chałupy do domu starców jest co najmniej sugestywny. A ucieczka od rówieśników i telewizora do niczego, bo chałupa się rozsypała, o przepraszam do wspomnień, dręczy chyba każdego. W końcu to co było, przyciąga, bo we wspomnieniach wszystko jest wyidealizowane. Niewielu chce pamiętać kopniaki zadawane przez życie. Zresztą wszystko jest lepsze od uzależnienia się od dobrej woli innych, młodszych, bo wszędzie można trafić na harpię albo kurwiocha. A długość ludzkiego życia rośnie, starców coraz więcej, więc i niechęć do nich będzie rosła.
0 komentarze:
Prześlij komentarz