Odwiedziłem kilka dni temu moją niedawną żywicielkę - UMCS. Właściwie bibliotekę uczelnianą, ale to w gruncie rzeczy to samo. Ładne z zewnątrz, a w środku wonieje truchłem. Uniwersytet z roku na rok spada w rankingach. Duża grupa absolwentów zastanawia się dlaczego. Także pracownicy zachodzą w głowę. Przecież prowadząc zajęcia zostawiają na nich cząstkę siebie. To samo mówią od 10, 15, 20 czy więcej lat. Wydruki wprawdzie troszkę pożółkły, ale jest na nich zawarta cała prawda. To, że nie jest nowocześnie? No przecież młodzi mogą nowocześnie. Prezentację w pałer czymś tam pokażą a student zadowolony będzie. Pracownie komputerowe są. Nowoczesne przecież. Komputery tylko po pięć czy sześć lat mają. Wszystkie takie same z centralnego zamówienia, za unijną kasę kupione. No jak to psują się? Mój ma dziesięć i chodzi. No gówniarze marudzą, że grać się nie da. Przecież komputer nie jest do zabawy. No do pisania jest! No! A jak się psują to administratorzy pracowni naprawią. A że na jednego jest coś koło 200 albo i więcej to co? Za to im płacą.
Taka scenka rodzajowa mogłaby mieć miejsce np na wydziale humanistycznym. Nie twierdzę, że coś takiego rzeczywiście się działo, ale... I nigdy nie twierdziłem, że zajęcia prowadzone przeze mnie były ciekawe, dobre, intrygujące, zachęcające do dalszych dociekań w tym kierunku :P Przyznam, że często nie chciało mi się odpowiednio przygotować. A jak już miałem ochotę to zawodziła biblioteka, w której zwykle nie było nowości, albo stały sobie w gabinecie dyrektora, czy w oddziale komputeryzacji. Zonk okropny po prostu.
Niebagatelną rolę odgrywała też zaściankowość w świadomości decydentów. Ciągły brak kasy na rozwój młodych pracowników. Jedne z najniższych pensji w kraju, jeśli chodzi o wyższe uczelnie, hamowały nawet najbardziej chcących jeśli nie mieli dzianych starych. I jeszcze niewolnicze trzymanie z hierarchami kościelnymi. Przypominam sobie, że jakieś pięć czy sześć lat temu miał odbyć się w Chatce Żaka festiwal filmów dotyczących praw człowieka. Miała mu towarzyszyć wystawa zdjęć znanych osób, w dzisiejszej nomenklaturze celebrytów, w koszulkach z napisami typu "jestem gejem", "usunęłam ciążę", "nie słucham papieża", "mam AIDS" i innych równie "kontrowersyjnych. W czasie trwania festiwalu miała być prowadzona sprzedaż tychże t-shirtów. Szybciuteńko jednak rektor Kamiński wystawę zamknął i zakazał sprzedaży odzienia. W rezultacie festiwal nie odbył się, a fama poszła w świat. Wszystko dzięki duszpasterstwu akademickiemu, Abp Życińskiemu i naszemu byłemu rektorowi. Takich ciekawostek zdarzało się mnóstwo, zazwyczaj ukrytych przed wścibstwem postronnych. Ale to już zupełnie inna historia.
0 komentarze:
Prześlij komentarz