Założę się, że nie był pierwszy. Ale jego pierwszego złapali, a na dodatek udowodnili winę. Wpadł bardzo głupio. Przedstawił artykuł profesora Kupisiewicza jako swój. Opublikował go pod swoim nazwiskiem niczego właściwie w nim nie zmieniając. To samo zrobił z dwoma artykułami w języku angielskim. Jedyny trud włożył w ich przetłumaczenie. Kto to zrobił? Przychodzi na myśl jakiś mało inteligentny magister, który spiesząc się na autobus przechodzi przez naszpikowaną sterczącymi drutami bramę i zawisa na niej spodniami. Ale nie. Postąpił tak były dziekan pedagogiki na UMCS - prof. Ochmański. Niedawno na facebooku Gośka zadała mi pytanie, czy klasa i inteligencja zależą od wykształcenia. Powyższy przypadek świadczy, że chyba jednak nie. W każdym razie władze UMCS dość szybko wywaliły go na zbity pysk. Potem wyleciał jeszcze z drugiej roboty i po sprawie.
W innych przypadkach związanych z nieuczciwością naukową UMCS nie jest już taki stanowczy. Weźmy jako przykład doktorat Marzeny Tchórzewskiej-Hautt. W 1999 roku obroniła go w Instytucie Historii UMCS. Jako promotor występował dr hab. Marek Szczerbiński z Wydziału Zamiejscowego Kultury Fizycznej w Gorzowie Wlkp. Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Okazało się, powtarzam za tropicielem plagiatorów Markiem Wrońskim, że w zamian za 25 tys. złotych tenże promotor oddał swoją napisaną monografię kobiecie swojego druha. Sprawę wykryła prokuratura w Gorzowie, a sąd skazał oboje na karę więzienia w zawieszeniu. Jedną z recenzentek pracy była prof. Małgorzata Willaume, która mimo kierowanych do niej listów przez dra Wrońskiego nie zareagowała, ba nawet nie odpisała.
"Jak poinformował mnie ostatnio dziekan Henryk Gmiterek, pisał tutaj Wroński, Rada Wydziału Humanistycznego UMCS, opierając się na prawomocnym wyroku Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. (który skazał nieuczciwego promotora na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz zakaz wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na rok), w dniu 19 września 2007 podjęła uchwałę odbierającą Marzenie Tchórzewskiej−Hautt nadany 8 lat wcześniej stopień doktora nauk humanistycznych. Uczelnia przesłała swoją decyzję do Centralnej Komisji, ale nie jestem pewien, czy to koniec sprawy.
Aby unieważnić stopień naukowy, organ wyższy musi wydać decyzję otwierającą ponownie postępowanie administracyjne w zamkniętej dotąd sprawie. Tak więc przed wydaniem uchwały Rada Wydziału (za pośrednictwem dziekana) powinna zwrócić się do CK z prośbą o wznowienie postępowania. Tego nie zrobiono, więc prawdopodobnie uchwała nie ma mocy prawnej. Co więcej, zapewne powinni być powołani recenzenci, którzy w nowych recenzjach muszą stwierdzić fakt oczywisty, że rozprawa nie została napisana przez doktorantkę. O ile się orientuję, sąd w Gorzowie Wlkp. samej pracy nie badał i mimo że prof. Szczerbiński od początku konsekwentnie wypierał się napisania doktoratu, to p. Tchórzewska−Hautt w czasie śledztwa policyjnego latem 2003 roku złożyła obszerne wyjaśnienia i przyznała się, że pracy nie pisała, bo otrzymała już skończony maszynopis."
Jak widać sprawa ciągnęła się jak wydzielina z nosa. A osoby odpowiedzialne z pięknego uniwersytetu lubelskiego wolały owej wydzieliny nie dotykać, bo jak powszechnie wiadomo może się przylepić do togi i potem trudno ją usunąć. No i sprawa najważniejsza. Prawie nikt (czyli media) o tym nie wiedział i nie nagłośnił.
0 komentarze:
Prześlij komentarz