Oglądając czy słuchając jakichkolwiek programów informacyjnych łatwo odnieść wrażenie, że panowie w garniturach cierpią. Dopadają ich nagłe ataki amnezji i wyrwanologii (tzn. "ta wypowiedź została wyrwana z kontekstu"). Niemniej odnoszę wrażenie, że część polskiej sceny politycznej podkłada się Brukseli jawnie, a część próbuje ukrywać swoje poddaństwo. Jest wszakże osobnik, którego nie sposób zakwalifikować do jakiejkolwiek opcji. Raz wygraża swoim patriotyzmem, a raz pokrzykuje, że Unia powinna mieć własną armię. A w środku pewnie marzy aby zostać wodzem.
Spróbujmy zatem zastanowić się co by było gdyby udało mu się to marzenie spełnić. Na czele narodu stałby on - Wódz. Otaczałoby go grono podnóżków, którzy z kolei mieliby własne kółka adoracji. Sejm i senat, istniejące dla zachowania pozorów demokracji, przyklaskiwaliby wszystkim pomysłom Wodza i podnóżków. Nieprawomyślni, ateiści i wolnomyśliciele znaleźliby swoje, zasłużone zresztą, miejsce w ogrodzonych wysokimi murami i odciętymi od sieci sanatoriach. A cała reszta musiała zgodnie pokrzykiwać na, organizowanych zaraz po obowiązkowych mszach, wiecach poparcia: "Niech żyje Wódz!!!".
Mrzonka? Pewnie tak, ale kto wie co może się stać, jeśli, a może raczej gdy, rozsypie się Unia. Do tej pory zapewne i NATO pójdzie w niebyt, bo USA i Wielka Brytania coraz większą uwagę kierują w stronę Pacyfiku.
Na zakończenie chciałbym zapytać stałych i incydentalnych czytelników:
Jak zachowalibyście się po dojściu do władzy Wodza? Aspirowalibyście do grona kółek adoracji podnóżków, bylibyście jednymi z szarego tłumu zadowoleni, że zostawili Was w spokoju? A może wybralibyście długie wczasy w licznych sanatoriach?
0 komentarze:
Prześlij komentarz