Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Steven Erikson: Malazańska Księga Poległych

sierpnia 28, 2012 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Jedenaście lat. Tyle czasu trwała moja przyjaźń z Malazańską Księgą Poległych wydawaną przez Wydawnictwo Mag. Każdy z 10 tomów wywoływał uśmiech na twarzy miłośnika dark fantasy. Z powodu objętości i treści. Gdy postawić całość na półce, opowieść o Malazańczykach zajmie prawie metr! I miesiąc niemal nieprzerwanej lektury! Przy tym cyklu "Gra o tron" wydaje się skromna zarówno pod względem objętości, jak i zawartości. Ilość postaci przytłacza. Na dodatek można się do nich przywiązać łatwiej niż to Aryi Stark. I każdy z bohaterów, czy każda z bohaterek jest wredny/a. A największą sympatię budzą najsprawniejsi obcinacze głów czy podrzynacze gardeł olbrzymi wojownik Karsa Orlong i mistrz skrytobójstwa Kalam Merkhal. Przezwiska, którymi kanadyjski pisarz obdarzył swoich bohaterów potrafią wywołać uśmiech. Wykałaczka, Tarcz, Koryk, Młotek, Sójeczka, Śmieszka, Rzezigardzioł, Skrzypek, Możliwe, Chmura, Słodkie Sadło, Niewidka, Milutek, Pryszcz, Płot, Biegunek, Krótkonos, Flaszka, Czaszkośmierć, Całkiem nieprzytomny i wielu, wielu innych. Większość z nich ma swoją odrębną historię i gdy ginie, czytelnika łapie paroksyzm. Bo Erikson ich nie oszczędza. Właściwie wszyscy, oprócz magów, żyje z miecza i od ostrzy lub czarów schodzi.


Na potrzeby cyklu Erikson powołał cztery starożytne rasy: Jaghutów, Imassów, Forkul Assailów i K'Chain Che'Malle. Do tego dochodzą Tiste Andii, Tiste Edur i Tiste Liosan, skonfliktowani od tysięcy lat, podobni ludziom ale niemal nieśmiertelni, których przywódcy mogą zmieniać się w smoki oraz liczne rasy ludzi i całe mnóstwo bogów, przy których rezydenci Olimpu wydają się pluszowymi króliczkami.
Świat skonstruowany przez Eriksona obejmuje kilka kontynentów. Każdy z nich chce podbić nowe ale niezwykle ekspansywne Imperium Malazańskie. Uważna lektura ujawnia u autora co najmniej dobrą znajomość historii materialnej i świetną znajomość militariów i sposobów walki wielkich narodów od starożytności do współczesności. Nie dziwią zatem okopy, granaty obok pik, włóczni, mieczy, toporów, łuków i kusz. Miejsce artylerii zajęły czary przypominające ataki napalmem, bronią chemiczną czy sztucznie wywołane trzęsienia ziemi. Łatwo więc zauważyć, że żołnierze walczący w wojnach na trzech kontynentach nie musieliby się wstydzić przed Frontami Radzieckimi przełamującymi obronę niemieckich Grup Armii.
Dark fantasy to chyba moja ulubiona nisza w literaturze popularnej. Rozmiłowałem się w niej w noc przed obroną pracy magisterskiej. Wypożyczyłem sobie wtedy "Czarną Kompanię" innego mistrza mroku Glena Cooka. Usnąłem koło 3 nad ranem po przeczytaniu ostatniej strony. I tak się zaczęło. Cykle Cooka czyli "Kroniki Czarnej Kompanii" i "Imperium Grozy" poszły na pierwszy ogień. Potem już pojawili się Malazańczycy i "Gra o tron", a ostatnio książki Joe Abercombie. Każdy z cyklów jest inny, a zarazem podobny. Pozytywni bohaterowie to skurwiele! A to niedźwiadki lubią najbardziej:)
ps. Na szczęście W świecie Malazu osadzono jeszcze 3 mikropowieści Eriksona o bardzo mało sympatycznych nekromantach i 4 powieści Iana Camerona Esslemonta :D

0 komentarze:

Prześlij komentarz