Jejku, jejku. Ale mi się
dostało! Wybatożyła mnie słownie prezeska fundacji Wolność Od
Religii niemiłosiernie. I nie tylko ona! I wcale się nie dziwię! W końcu
zdradziłem sprawę! Dzisiaj jeszcze nie będę odpierał jej
kąśliwych argumentów. Zanim do tego przystąpię napiszę kilka
słów o tym jak doszło do tego, że zszedłem z barykady wojującej
bezbożności i „racjonalizmu”.
Przypominając sobie jak
strasznych zbrodni dokonali katolicy na heretykach i
wolnomyślicielach, skonstatowałem, że w imię Jezusa i Matki
Kościół ostatni stos rozpalono bodaj pod koniec osiemnastego wieku
w naszym pięknym kraju. Od tamtej pory cisza przerywana chwilowymi
dyktaturami katolickich tyranów Salazara w Portugalii, Franco w
Hiszpanii i Pinochet w Chile, którzy dosyć sprawnie pozbywali się
swych komunistycznych wrogów. O miłosiernych Leninie, Stalinie,
Mao, czy Pol Pocie nie warto chyba pisać, bo oni chyba stronili od
religii. Jeśli zaś chodzi o nasz piękny kraj, to zarówno w PRL,
jak i w III RP nie zanotowano chyba mordu z przyczyn braku wiary.
Mylę się?
W związku z tym zaciekła
walka z katolicyzmem staje się niezbyt zrozumiała. Nie zaprzeczę,
że funkcjonariusze kościoła stawiają się ponad swymi owieczkami
i wycierają sobie gęby moralnością piętnując uprawiane często
w najlepsze przez siebie i swoich kolegów związki pozamałżeńskie
z obiema płciami. Stają ponad prawem spółkując z dziećmi i
wywierając na nich i ich rodzinach terror psychiczny. Temu nie mam
zamiaru zaprzeczać. Nie zamierzam również przeczyć, że purpuraci
nadużywają swojej pozycji i niszczą tzw. podpadziochy. Ale w tym
przypadku jest to typowa przypadłość pozycji społecznej, czy
władzy, które bezwzględnie korumpują. Nie zawaham się użyć na
takich osobników określenia hołota.
Niemniej masowe
odchodzenie od chrześcijaństwa jest w obliczu zagrożenia płynącego
ze strony islamu jest co najmniej nierozsądne. Bo muzułmanie
eliminują ateistów bez litości. Wycinają również głaskanych
przez eurosocjalistów homoseksualistów z dużym upodobaniem. Więc
wieści płynące z pierwszego katolickiego państwa europejskiego są
co najmniej niepokojące. Badania dokonane przez Instytut Gallupa w
57 krajach świata uzmysłowiły, że Francja wysunęła się na
czwarte miejsce pod względem liczby ateistów. Nad Sekwaną ateizm
zadeklarowało 29% poddanych ankiecie. Ponadto kolejne 34 % określiło
się jako osoby niereligijne.
Takie wyniki powinny
cieszyć ateistę, gdyby nie pewien mały drobiazg. Przez ostatnie 30
lat postawiono we Francji 2 tysiące meczetów. A na tym się nie
skończy. Według Waldemara Łysiaka: to kwestia imigrantów,
którzy inwazyjnie (napływowo) oraz demograficznie (rozrodczo) chcą
przejąć Europę i radykalnie ją zmienić. Kiedyś imigracja
polegała na tym, że imigranci dopasowywali się do systemu prawnego
kraju, który ich przyjmował. Dzisiejsza imigracja muzułmańska
polega na tym, że imigranci żądają, by państwo (społeczeństwo),
które ich przyjmuje, dopasowało się do ich prawnego tudzież
kulturowego systemu. Krok dalej idzie Martin Amis: Islam jest
morderczy, apokaliptyczny, totalitarny. Lecz nasi ludzie
przyzwyczaili się myśleć, że nie mają racji, bo są biali.
Przyznam, że jestem w
swych częstych wydumkach cyniczny. Po pierwsze wolę mniejsze zło,
bo katolicy tym mi się właśnie jawią. Po drugie gdy przyjdzie ten
czas, że islam zapuka karabinami do polskich drzwi, wolałbym żeby
nasi żołnierze walczyli nie tylko w obronie swoich plazm. To tak w
skrócie, oczywiście.
Co jakiś czas dorzucam swoje trzy grosze do niektórych artykułów, zwłaszcza dotykających spraw bolesnych,albo - przeciwnie - pozwalających nieźle się uśmiać. Tym razem powiem tylko, że miło jest móc poznać zdanie osoby, która swój pogląd ma czasem na przekór wszystkiemu - bo nieraz widziałem tu wpisy lewicująco-ateistyczne, które sąsiadowały z np. wyrazami patriotyzmu. Brak krytycyzmu i samodzielności myślenia, nie mówiąc już o zwykłym poczuciu humoru, jest bolączką wielu piszących, którzy biorą pod lupę sprawy społeczne czy polityczne. Tu zdarzają się kontrowersyjne opinie, ale widzę zawsze miejsce na dyskusję i możliwość dialogu (nawet hipotetycznego), a nie trzymanie się dogmatów. Mam nadzieję, że rozbrat zarówno z "bez", jak i z "bożnością" wyjdzie jedynie na dobre! Ale pokadziłem:) Jeszcze tylko słówko bardziej na poważnie:
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że ironiczna puenta dotyka tu podstawowego dla współczesnej kultury problemu: braku alternatywy niematerialnej, ideologicznej czy ideowej, która stałaby się kontrpropozycją dla różnego rodzaju ruchów skrajnych. Trudno przekupić wierzącego w prymat wyznawanej idei nawet największą plazmą... Szukać idei, łączyć je, mieszać - a nie bezmyślnie naśladować i przeszczepiać na nasz grunt, rugując "wsteczny" dorobek czy to szlacheckiej, czy międzywojennej Polski.
Pozdrawiam,
AA
Wielkie dzięki za dobre słowo. Właśnie dodałem nowy "artykuł" czy raczej mały felietonik, w którym próbuję przyjąć na klatę ciosy ateuszy. Czy to coś da? Szczerze wątpię.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Anonimowego :)