W 1917 roku został po raz pierwszy wystawiony dramat Guillaume Apollinaire'a „Cycki Tyrezjasza”. Po drugiej wojnie dramat został przerobiony w operę przez Francisa Poulenca. Teresa z forum Rebelya.pl pisze o niej: „Opera buffa, znana też pod bardziej nobliwym tytułem „Piersi Tyrezjasza”, to adaptacja surrealistycznej sztuki Apollinaire’a. Pod pełną absurdalnych sytuacji błazenadą kryje się zjadliwa satyra na feministki (tudzież żurnalistów) oraz przesłanie, że skoro natura przeznaczyła obu płciom odmienne role, to nie powinniśmy tego zmieniać. Główna bohaterka uważająca się za feministkę ma dość swojej kobiecości i postanawia być mężczyzną, aby móc zostać żołnierzem, deputowanym, etc. Dokonuje tego w symbolicznym geście pozbycia się swoich piersi. Za to jej małżonek, chcąc nie chcąc, przyjmuje rolę kobiety i zabiera się za produkcję dzieci. Trudno to nazwać inaczej, bo w ciągu 24 godzin powstaje ich ponad 40 tysięcy! Ta przesadna gorliwość wywołuje reakcję czynników rządowych, zaniepokojonych nagłym przyrostem populacji i wynikającymi z niej problemami żywieniowymi. Ponadto okazuje się, że nie wszystkie dzieci są udane… W finale jednak tytułowy Tyrezjasz staje się na powrót Teresą i wraca do męża.”
Przypomniałem owe utwory z powodu tego co akuratnie dzieje się w polityce. Całkiem niedawno w merdiach pojawił się film ze spotkania posłanki i jednocześnie profesor Krystyny Pawłowicz w Mińsku Mazowieckim. Mówiąc o Annie Grodzkiej, powiedziała ona m.in.: „Jak ja widzę faceta koło siebie, jak ja mam mówić „proszę pani?”. W jednej z audycji byliśmy w radiu, byliśmy razem i on mi udowadniał, że on jest, kobietą się czuje (...), naprawdę twarz boksera (...). To nie jest tak, że jak ktoś się nażre hormonów i sobie operacji trochę zrobi, to się stanie kobietą, kod genetyczny decyduje”.
Oczywiście podniósł się klangor. Jest on częściowo słuszny. Słuszny, gdyż osoba, która zalicza się do elity nie powinna sobie pozwalać na podobny sposób prowadzenia dyskursu. Chyba, że posłanka doskonale wiedziała iż na sali jest sprzęt rejestrujący jej wystąpienie i celowo pozwoliła sobie na użycie języka potocznego, w celu wywołania większego efektu, co wcale jej nie usprawiedliwia. I rzeczywiście cel został osiągnięty. Poziom klangoru sięgnął szczytu. Oprócz ugrupowania biłgorajskiego filozofa odezwali się również jajogłowi:
„Prof. Krystyna Pawłowicz swoim akademickim statusem wspiera kłamstwa na temat osób homoseksualnych i transpłciowych” - ocenili w liście otwartym pracownicy naukowi z kilku polskich uczelni. Przeprosili też posłów RP Annę Grodzką i Roberta Biedronia za wypowiedzi posłanki PiS. Pod listem, przekazanym we wtorek PAP, podpis złożyło czterdziestu pracowników naukowych. Poniżej przytoczę jego fragmenty.
„Przyjmując dyplom doktorski, wszyscy ludzie nauki zobowiązali się w uroczystej przysiędze dochowywać najwyższych standardów etycznych oraz przede wszystkim służyć prawdzie. W naszym przekonaniu w swoich ostatnich publicznych wypowiedziach pani prof. nadzw. dr hab. Krystyna Pawłowicz sprzeniewierzyła się temu naukowemu etosowi.
Czujemy się zażenowani tym, że samodzielny pracownik naukowy jest w stanie porównać człowieka do małpy. Jesteśmy oburzeni tym, że wielokrotnie obrażała posłankę Annę Grodzką, kpiąc z jej płci i szydząc z niej. (…) dla naukowca granicą wolności słowa jest prawda. Pani prof. Pawłowicz tej prawdzie się sprzeniewierzyła. Swoim akademickim statusem wspiera kłamstwa na temat osób homoseksualnych i transpłciowych.
Wzywamy władze uczelni zatrudniającej prof. Pawłowicz (Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Ostrołęce - PAP), by upomniały swoją podwładną, wskazując choćby na zalecany przez Katechizm Kościoła katolickiego szacunek dla każdego człowieka, w tym osoby homoseksualnej czy transpłciowej.
Przepraszamy też posłankę Annę Grodzką i posła Roberta Biedronia, a za ich pośrednictwem całą społeczność osób nieheteroseksualnych i transpłciowych za to, że osoba ze stopniami naukowymi w tak agresywny i tak odległy od rzetelnej wiedzy naukowej sposób wypowiada się na temat tych społeczności. Dziś żaden szanujący się uniwersytet nie dopuściłby, by jego profesor wypowiadał jawnie antysemickie, oszczercze tyrady. Mamy nadzieję, że już niedługo tak będzie z homofobią i transfobią.”
Jak widać część środowiska akademickiego czuje skąd wieje wiatr. Kilka lat temu Rektor UMCS podjął decyzję o zakazie wystawy i sprzedaży koszulek (więcej tutaj), które propagowały to, co próbuje wywalczyć część Ruchu Palikota, feministki i środowiska lewackie, ale wtedy w Lublinie rządził PiS, a środowiska konserwatywne były o wiele silniejsze. Przypadek? Nie! To zakamuflowana prośba o ... No właśnie o co?
0 komentarze:
Prześlij komentarz