Od momentu, w którym ukazał się wywiad z prof. Krzysztofem Jasiewiczem media sympatyzujące z lewicą i prawicą zagotowały się od komentarzy. Upraszczając ci, którzy mają serce po lewej stronie złorzeczą i wymyślają historykowi od antysemitów. Druga strona usiłuje tłumaczyć, że prof. Jasiewicz wcale antysemitą nie jest, zaś oskarżyciele gówno wiedzą.
Dorzucę do dyskusji kamyczek, bo czegoś mi tutaj brakuje. Wszyscy chyba wiemy jak rasowi antysemici określają Żydów. Żydziak, żydłak, pejs i garbaty nos należą do tych delikatniejszych. Wiemy również, że Żydzi określają nas (nie wyznających judaizmu) jako gojów oraz, a to nie należy do wiedzy dostępnej powszechnie, jako szagic. Przywołam poniżej słowa znawcy problemu Marka Jana Chodakiewicza:
"Samo słowo goj(...), które generalnie opisywało nie-Żydów, oraz słowo szagic(...), które odnosiło się do nie-Żydów rodzaju męskiego – były określeniami bardzo obraźliwymi. Dosłownie słowa te oznaczały bydło lub świnie, a w przenośni obcych, cudzoziemców. Tylko w pojedynczych domostwach żydowskich w drodze wyjątku mówiono o Polakach neutralnie Krist (chrześcijanin) czy Krista (chrześcijanka)."
A gdy czytam, że ktoś z tęczowego środowiska określa siebie i innych nie-Żydów jako gojów (jestem gojem, albo jesteśmy gojami) łapie mnie głupawka a chwilkę później ochota, aby komuś takiemu wbić odrobinkę rozumku do pustawej głowy. I jak tu nie określać takich jako pożytecznych idiotów?

0 komentarze:
Prześlij komentarz