To chyba oczywista oczywistość (jak mawiali puryści językowi z jedynej słusznej partii teraźniejszości). Gdy zawzięcie czegoś szukamy choćby takich kluczy, czy obcinacza do paznokci, wodzimy po poszukiwanej rzeczy wzrokiem nie raz, nie dwa i mimo to, nie widzimy jej! Dlaczego tak się dzieje? Pewnie, gdyby sięgnąć do przemądrych książek o funkcjonowaniu mózgu, znaleźlibyśmy jakąś odpowiedź. W tej chwili nie mam pod ręką podobnie przemądrej książki, poza tym, jak mawiają Szwedzi, jest, jak jest!
Dlatego niespecjalnie mnie dziwi, że zdecydowana większość „prawej” strony rodzimej sceny politycznej patrzy i nie widzi. Na dodatek bezrefleksyjnie powtarza przegłębokie myśli mikrego wzrostem, ale Wielkiego Duchem, Prezesa jedynej „prawdziwie prawicowej” partii w naszym pięknym, aczkolwiek ciągle nieszczęśliwy kraju. W sumie nie jego wina, że próbując zakrzyknąć na kijowskim Majdanie Niech żyje Polska!!! wydukał coś w stylu Sława Ukrainie – hierojam chwała!. A w „O dwóch takich, co ukradli księżyc” mówił tak wyraźnie... Dziwne to.
I proszę. Wystarczyło, że Wielki Duchem Prezes pojechał do stolicy „wolnej” Ukrainy i zagdakał po swojemu, aby cała gromada NIEZALEŻNYCH i NIEPOKORNYCH dziennikarzy zaczęła powtarzać jak mantrę, że Ukrainie trzeba pomóc, bo jak nie to przyjdzie zły Hitler, tfu... Putin i ją zajmie! A potem weźmie i zajmie jeszcze wszystkie inne byłe republiki sowieckie!
A wszyscy ci, którzy próbowali przypominać, że na Majdanie odradza się nacjonalizm ukraiński za sprawą wyznawców Bandery, żyjących w cieniu legendy rzeźników z UPA, muszą być jako żywo pachołkami Rosji. Dostali więc w łeb oskarżeniem o bycie ruskimi agentami Isakowicz-Zalewski, Kolonko, Korwin-Mikke i wielu innych.
A gdy w najnowszym, świątecznym „Do Rzeczy” przeczytałem, że Lisicki (naczelny tygodnika) zastanawia się nad moralnością Zachodu, która przez cały okres Zimnej Wojny była jego wielką siłą. Czy dzisiejszy Zachód zachował taką siłę? Czy w konflikcie z Rosją Putina wciąż można być pewnym, że ma moralną przewagę? Waham się, co powiedzieć. Może brak stanowczej reakcji na agresję na Krym i praktycznie pogodzenie się z putinowską polityką prowokacji oraz przemocy wynika nie tylko z błędnych kalkulacji, ale właśnie z duchowej niemocy? Z braku przekonania co do tego, że są wartości bezwzględne, że chrześcijańska, łacińska cywilizacja stanowi prawdziwą istotę Zachodu? I to ona każe bronić słabszych, wstawiać się za prześladowanymi, nie ulegać szantażowi agresora. („Do Rzeczy” 16/2014)
I wcale mnie nie dziwi, że patrzą i nie widzą. Szukają wartości chrześcijańskich na Zachodzie, którego znalazła się w delikatnych łapkach homosiów i szponach feministek. Do tego kolejne celne ciosy są chrześcijaństwu wymierzane przez rosnący w siłę islam. A Państwo, które goni gejów, gromi islamistów i odnawia się w chrześcijaństwie, słowem przejęło moralność Zachodu, to – według niepokornych dziennikarzy – wróg (szatan)! Z drugiej strony gdy dochody zależą od owej mitycznej już „niepokorności” i „niezależności”...
Aż muszę pożyczyć ulubione słowa Solejukowej z Wilkowyi : Starzy wy, a durni!

0 komentarze:
Prześlij komentarz