W gruncie rzeczy możecie mi zarzucić, że bajdurzę bez sensu. Bo niby jak? Przecież umiłowani przywódcy z Brukseli nie skazują ludzi tysiącami na pal, gilotynę, rozstrzelanie. Nawet bezkrwawe wieszanie, elektryczne krzesło czy zastrzyk trucizny im nie w smak. Najchętniej w imię postępu zakazaliby kary śmierci wszędzie, gdzie dotarła cywilizacja.
Mało tego. Broń w rękach obywateli to według nich tak, jakby dać małpom brzytwy. Bo ludzie nie wiedzą, że karabiny czy pistolety to nie zabawki. To tak śmieszne, że filmy z Charliem Chaplinem są przy tym dramatami. Gdybym był typowym człowiekiem według biurokratów z Brukseli, już dawno nabiłbym swoje oko na widelec i popijając krwią sąsiada, zeżarłbym je na śniadanie. A w Teksasie nie przeżyłby chyba nikt.
Dlaczego zatem uważam, że rządy biurokratów muszą być krwawe? Na papierze wszyscy ludzie są tacy sami. Polak, Czech, Libijczyk i Etiopczyk wychowali się w takich samych warunkach, odebrali takie same wykształcenie, mają ten sam zestaw wartości. Zatem skoro można było wpuścić Polaków do Europy, gdzie zaczęli skrzętnie pracować i pomnażać majątek swych umiłowanych przywódców, więc równie dobrze można zaprosić i Somalijczyków, czy Syryjczyków. Oni też na papierze wpiszą się w kulturę i cywilizację europejską w pocie czoła zarabiając pieniążki.
Zatem dla zbiurokratyzowanego umysłu zamachów w Paryżu czy Brukseli nie było. Ciężarówka w Nicei, maczety, siekiery, noże to wypadki, ewentualnie uwolniły się spod władzy ludzkiej i stało się!
Czy to zatem koniec Europy? Nie. Jak powiedział swego czasu Winston Churchill: „To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku.” Efektem rządów biurokratów może być taka rzeź, że druga wojna światowa może się przy niej schować. Gdy stare narody Europy odnajdą z powrotem swoją świadomość narodową, wtedy...

0 komentarze:
Prześlij komentarz