Zastanawialiście się kiedyś nad sukcesem firm pożyczkowych? Skąd się te firmy wzięły? Kto był ich pomysłodawcą? W jaki sposób wypracowały sobie najwłaściwszy algorytm działania? I dlaczego wciąż zwykli ludzie, którzy przecież nie mają trocin w głowach, dają się złapać na lep tych organizacji parabankowych?
Weźmy choćby takich Providenta, czy Wonga.com. Określanie tych firm inaczej niźli bandytami w białych rękawiczkach czy przynajmniej organizacjami lichwiarskimi mija się z rzeczywistością. Kierują one (i wszystkie im podobne) swoją ofertę do ludzi raczej mało zamożnych, chociaż czasem wpadają w ich sidła i ci z zasobniejszymi portfelami, czy nawet gminy, i żyją z tego jak pączki w maśle.
W drugiej połowie XIX wieku tworzył urodzony w Lublinie pisarz i publicysta Klemens Szaniawski, który posługiwał się pseudonimem Klemens Junosza. W jednej ze swoich powieści „Pająkach” umieścił rozmowę dwóch warszawskich żydów parających się swoistymi interesami. Przytoczę jej fragmenty, pomijając komentarz. Jest on zbędny:
„— I znów powiedziałeś mądre słowo, chociaż tylko przypadkiem, ponieważ nie zrozumiałeś mojej myśli. Tak jest, Lejbuś, tobie nigdy nie przyjdzie nic z ludzi, mających dużo pieniędzy, ale z tych, co posiadają, niewiele, możesz mieć jedwabne życie! Prosty interes; kto ma majątek, nie potrzebuje kredytu, a jeśli potrzebuje, to ma banki, hipotekę, prywatnych kapitalistów, którzy dają na jeden procent miesięcznie; ten, co ma mało, a musi żyć i nie może się obejść bez kredytu, przyjdzie do mnie, albo do ciebie. Nasz fach nie jest zły fach, a te biedaki, to —na moje sumienie—doskonały towar—śliczne bydło. Jeżeli trafisz na dobry gatunek biedaka, będzie pracował na ciebie, jak koń, a przy tym możesz go doić, jak krowę, strzyc, jak owcę, on wszystko wytrzyma. Skoro raz wszedłeś z nim w stosunek, on już jest twój, on należy do ciebie, twoja rzecz w tym, żebyś go nie wypuścił z ręki. (...)
— Boś młody; jak nabierzesz doświadczenia, przestaniesz się dziwić. Może ci chodzi o honor?
— Tak.
— Mylisz się, alboż oni mogą nam ubliżyć? Nasz honor jest nasz, między nami; oni go ani naprawić, ani zepsuć nie mogą. Ten stary pan wyrzucił mnie za drzwi. Wiesz, ile go to kosztowało?
— No?
— Więcej, niż trzysta rubli. To nie jest zły interes; niech mam tylko co dzień taki, wcale się o to nie rozgniewam. A widzisz tych dwoje młodych, co idą teraz? Ja ci tę parę daruję.
— Mnie?
— Na własność.
— Doprawdy, nie rozumiem, co chcecie powiedzieć...
— Widzisz, to jest młode małżeństwo; dopiero od czterech miesięcy on się nazywa mężem, a ona jego żoną. Ponieważ on ma niedużą pensję i trochę długów, a ona wcale nie ma żadnego dochodu, więc było im bardzo pilno się ożenić.
Lejbuś się roześmiał.
— Ja im do tego szczerze dopomogłem — rzekł Lufterman — pożyczyłem jemu dwieście rubli, żeby się zagospodarował. Dlaczego nie dopomóc takiemu młodzieńcowi? Dałem mu na bardzo dogodnych warunkach, na raty, po dziesięć rubli miesięcznie. On się zaraz ożenił, on jest szczęśliwy, sam mi mówił, że jest bardzo szczęśliwy; zapłacił już cztery raty akuratnie, lepiej, niż bank. Przy pierwszej racie on się śmiał i był bardzo wesoły, przy drugiej i trzeciej nie był ani wesoły, ani smutny, przy czwartej wzdychał, przy piątej będzie stękał, a siódmej nie zapłaci. Ja wiem, że nie zapłaci.
— Dlaczego?
— Dlatego, mój kochany, że z początku nic im nie było potrzeba; oni bardzo mało co jedli, a jak tylko on wrócił ze swojego biura, to chodzili sobie na spacer. Teraz nabrali lepszego apetytu do jedzenia, a niedługo będzie im potrzebna służąca. Ja im tego nie życzę, ale może się zdarzyć, że będzie im potrzebny doktór i aptekarz; wtenczas raty będą całkiem nieregularne i wtenczas ja ci tych dwoje ludzi daruję.
— Jak nie będą mieli czym płacić? Dziękuję za prezent.
— Jesteś jeszcze niedoświadczony i z przeproszeniem twego honoru, głupi. Niech ci się nie zdaje, że ten prezent nic nie wart, on dużo wart. Sam się o tym przekonasz. Uważaj tylko na człowieka; my nie mamy innej ewikcji, tylko osobę; jeżeli osoba jest honorowa i ma to, co u nich się nazywa ambicja, to jest więcej warta, aniżeli hipoteka na pierwszym numerze. Taki, widzisz, wstydzi się, gdy przyjdziesz do niego upominać się, wstydzi się sądu, boi kompromitacji, drży, jak gdyby miał febrę, gdy mu wspomnisz o komorniku. Wierz mi, Lejbuś, że na takich skrzypcach, jeżeli kto dobry muzykant, może ślicznie grać. Aj, aj, jak może grać! Tylko trzeba być artystą. Ja się spodziewam, że ty będziesz artystą.”

0 komentarze:
Prześlij komentarz