Wszedłem pod sztangę ustawioną uprzednio na stojakach, oparłem w miarę wygodnie kark o gryf i chwyciłem go mocno. Nabrałem powietrza, wstałem i zdjąłem sztangę za stojaków, robiąc jednocześnie krok do tyłu. Zacząłem przysiadać i nagle - oż kur... Gdybym nie zrzucił sztangi na ziemię, zrobiłaby ze mnie przerośniętą kostkę do gry. I co?
Słabiaczek, mięczak, cienki Bolek i nie przymierzając ułomek.
Strach przed przysiadami pozostał i tym większym respektem obdarzam sztangistów, a zwłaszcza sztangistki.
Dlatego tak wielkie wrażenie zrobił na mnie wyczyn osiemnastolatki z Kazachstanu. I tym większa złość ogarnia mnie na myśl, że nie znaleziono pieniędzy na rozwój Agaty Wróbel, naszej, swego czasu, najlepszej zawodniczki w najcięższej wadze. Dwukrotna medalistka olimpijska, wielokrotna medalistka mistrzostw europy i świata ćwiczyła w klubie, w którym szczególnie w zimie warunki były okropne. W końcu pani Agata wyjechała do pracy na Wyspy. Wprawdzie wróciła na chwilę do sportu, ale to już nie było to.
Po prostu pogratulować Polskiemu Związkowi Podnoszenia Ciężarów. Pogratulować.
0 komentarze:
Prześlij komentarz