Swego czasu pojawiło się w sieci sporo tekstów, które miały wprawić internautę w zdumienie, zakłopotanie, zadumę czy zwyczajnie rozbawić. Jednym z nich był przypisywany profesorowi Miodkowi tekst o kurwie. Najbardziej rozbawił mnie fragment o wystającej płytce chodnikowej można go tu przaczytać. Przyznam, że nie mam pojęcia kto jest ich autorem, ale teksty moim skromnym zdaniem spełniły swoje zadanie. Także ten przytoczony w poprzednim poście.
Przeczytałem go z zaciekawieniem. Roześmiałem w kilku momentach. Jednak już drugi argument obudził moją czujność.
"Zaraz" - pomyślałem - "To za studenckich czasów Einsteina byli tacy durnowaci profesorowie? I do tego filozofii? E tam! To ściema!"
Jako ateista lubiłem od czasu do czasu poczytać o wielkich ludziach i ich nastawieniu do wiary czy religii. Takoż za studenckich czasów trafiłem na myśl Einsteina. Sprawiła mi kłopot. Bo z jednej strony wielki fizyk był kompletnie niereligijny, z drugiej szukał twórczego pierwiastka. Z równym zafascynowaniem czytałem teksty Stanisława Lema. Koncypowałem, dumałem i doszedłem do banalnego wniosku. Przecież wiara i religia nie są sobie tożsame. Potem jeszcze przeczytałem, że Einstein mówił o sobie "wierzący ateista". Widać wielkie umysły tak mają. Jako maluczki muszę jedynie przytaknąć fizykowi.
A wracając do tekstu. Poszperałem trochę w sieci i znalazłem go po angielsku na kilku witrynach. Widać anglojęzyczni również mają problem z wiarą. Dlatego powstał tekst, który miał przyciągnąć uwagę tych niezdecydowanych do grona wierzących. Skoro Einstein tak mówił to chyba miał rację.
No ale przecież mogłem i dalej mogę się mylić. Dlatego sprawdziłem czy nasz bohater napisał książkę "Bóg a nauka" czy jak chcą anglojęzyczni "God vs science". I Bartku miałeś rację. Niestety nie znalazłem takiej książki w katalogu Biblioteki Kongresu. Szkoda, bo z przyjemnością bym ją przeczytał.
0 komentarze:
Prześlij komentarz