Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 10 stycznia 2012

Kasta?

stycznia 10, 2012 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Wyobraź sobie, że masz 39 stopni gorączki, plączą Ci się nogi a mimo tego musisz pokonać pół kilometra do najbliższej przychodni. Podchodzisz do rejestracji, podajesz dowód, który pracownica zbliża do czytnika i mówi, że lekarz przyjmie Cię za 20 minut. Pół godziny później wychodzisz z przychodni z receptą w ręku i w pobliskiej aptece kupujesz za śmieszną kasę antybiotyk i resztę farmaceutyków po czym mimo osłabienia udajesz się z zadowoleniem do domu i ciepłego łóżka. Realne? Pewnie tak. Kiedyś. Nasi południowi sąsiedzi z Czech mogą się cieszyć czymś podobnym. Zaś w naszym kraju prace nad rejestrem uprawnionych do korzystania ze służby zdrowia trwają. Długo! Może kiedyś go ukończą. Wtedy skończą się przepychanki. Urzędnicy i lekarze nie będą mieli powodu do walki na noże. Istna sielanka.
Raczej nie do zrealizowania. Widzimy jak niemal na naszych oczach rodzą się w Polsce kasty. Mimo walki jaką wydali temu zjawisku politycy ze świecznika. Mimo wrzasku i tupania nogami dziennikarzy. To wszystko tylko na pokaz. Żeby mogli powiedzieć jak walczą. Bez ustanku. Zadaj sobie kilka pytań. Czyimi dziećmi są ci, którzy dostają się na aplikacje? Czyimi dziećmi są świeżo upieczeni lekarze? Kto może być zatrudniony w urzędzie państwowym? Oczywiście są wyjątki. Znam ludzi, którzy zostali lekarzami mimo braku pleców. Ale wydaje mi się, że kasty będą się zamykać i będą się wzajemnie kąsać. Możesz to śledzić niemal w czasie rzeczywistym. Rząd i urzędnicy kontra lekarze. A wykrzykiwane argumenty przez obie strony to mydlenie oczu. Prawdziwy powód konfliktu jest ukryty. Oczywiście łączy się z dużym szmalem. Kasty się gryzą.
Mogę przesadzać. Możesz się ze mną nie zgadzać. Masz do tego prawo. Podam Ci jednak przykład. W pięknym mieście Lublinie istnieje biblioteka publiczna. Niedawno ją rozbudowali. Aż chce się tam chodzić tak tam fajnie. Dla czytelnika sam miód. No prawie. Denerwują ograniczenia w dostępie do wielu stron. Zwłaszcza serwisów społecznościowych. Ale nie można mieć wszystkiego. Tym bardziej, że w bibliotece prowadzona jest dziwna polityka kadrowa. Kilka lat temu rozmawiałem na konsultacjach ze studentką piątego roku Kasią M. Opowiadała, że starała się wtedy o pracę w owej bibliotece. Miała plecy w postaci emerytowanych pracowników. Pracy nie dostała. Nie była członkiem rodziny obecnych pracowników. Kuriozum. Prestiż zawodu bibliotekarza jest znikomy, zarobki równie kiepskie. Wprawdzie pracuje tam kilka osób po specjalistycznych studiach, ale stanowią zdecydowaną mniejszość. Czyżby pani dyrektor tworzyła kolejną kastę? A sytuacja taka powtarza się w innych dużych bibliotekach. Znamienity przykład to choćby biblioteka UMCS, gdzie dość łatwo można znaleźć nazwiska brzmiące dziwnie podobnie do profesorskich. A absolwentów bibliotekoznawstwa jak na lekarstwo.

0 komentarze:

Prześlij komentarz