W Barcelonie, dokąd zawinął "Batory", zeszliśmy na ląd w piątkę. Oprócz Wańkowicza i mnie były trzy fertyczne, a żądne mocnych impulsów panie w balzakowskim wieku (...). W portowej tawernie schrupaliśmy smaczne stwory morskie i wytrąbili mocnego wina pękatą butelkę. Zaszumiało nam kusząco w głowach i świat wydał się dojrzały do wybryków i swawoli.
- Co zrobimy dalej? - skierowały panie rozpalone winem spojrzenia na Wańkowicza, naszego wodzireja.
- Pójdziemy do lupanaru! - odrzekł Wańkowicz bez namysłu.
(...) Więc dalejże do lupanaru! Taksówkarz na żądanie zawiózł nas do onego przybytku w ciemnawej ulicy, puffmama zrobiła strasznie wielkie oczy na widok wkraczających trzech niewiast dobrze ubranych i obywatelsko wyglądających, ale po wytłumaczeniu wytłumaczeniu zgodziła się na nasz idiotyczny kaprys: za odpowiednią opłatą dwie gamratki wyraziły zgodę na rozebranie się i niby wzajemne się całowanie, lizanie tu, tam i wszędzie.
(...) Nasza wizyta w domu publicznym nie trwała dłużej niż pół godziny, ale potem, pomimo wypicia nowej butelki wina, nie mogliśmy już zebrać się i otrząsnąć z kaca, głupkowato sobie przysporzonego.
Fragment powyższy pochodzi z książki "Wiek męski - zwycięski" znamienitego podróżnika i pisarza Arkadego Fiedlera. Gdy czytałem ją jakieś sześć lat temu, niedługo po lekturze "Na tropach Smętka" Melchiora Wańkowicza, okrutnie się zdziwiłem. "Jak to? To Wańkowicz był także normalnym facetem?"
Ciekawe jest to, że właśnie ten fragment utkwił mi w głowie. Głodny o chlebie?
Ale nie o ekscesach chciałem. Zaczyna się powoli polowanie na internautów. FBI zamknęło serwisy megaupoad.com i megavideo.com oraz zapuszkowało ich właścicieli. Bez wątpienia to pierwszy krok zmierzający do uregulowania zasobów sieci. Na pierwszy ogień pójdą serwisy podobne do powyższych. Pretekst jest doskonały. Służby chronią autorów przed złodziejstwem kwitnącym wśród internautów oglądających online seriale i filmy. Tłumaczą, że twórcom należy się odpowiednie wynagrodzenie, którego pozbawiają ich internauci. Tłumaczenie jest wiarygodne. Brzmi prawdziwie. Ale służy do zamydlenia oczu tych, do których dotrze tak spreparowana informacja. Moim skromnym zdaniem twórcy w swej przeważającej większości więcej nie zarobią nawet jeśli będziemy owe filmy i seriale kupować grzecznie w sklepach. Zyskać mają na tym przede wszystkim kolosy produkujące filmy i seriale oraz budżety państw, do który spłyną VAT-y, podatki i inne opłaty. A jeśli ograniczenia w dostępie do określonych treści w internecie zdadzą egzamin, akcja rozwinie skrzydła. I jeśli będę chciał zainteresować czytelników książką lubianego pisarza, to nie będę mógł, bez uiszczenia opłaty, zacytować co smakowitszych kąsków. A jeśli zrobię to mimo wszystko licząc na to, że żaden urzędniczyna nie przeczyta moich wydumek, będę musiał zdrowo zabulić. A wystarczy użyć programu podobnego do tego, stosowanego przez plagiat.pl, aby udowodnić to co jest wygodne dla biurokratów a jednocześnie założyć kaganiec na blogerów myślących inaczej niż władza.
0 komentarze:
Prześlij komentarz