"Aj zjadłbym coś" - pomyślał Janek i sięgnął do kieszeni. Znalazł piątaka i wszedł do sklepiku z pieczywem. Po chwili ściskał w ręku reklamówkę z trzema bułkami i podążał do Biedronki kupić jogurt. Bez koszyka podszedł do półki z nabiałem, wybrał truskawkowy i posuwał się z wolna w stronę kasy. Zapłacił i zmierzał ku wyjściu gdy na jego ramię opadła ciężka ręka. Obejrzał się i oślepił go blask bijący z wyglancowanej czaszki ochroniarza.
- A co mamy w reklamówce?
- Jak to co? Bułki i jogurt.
- Płaciłeś tylko za jogurt. Wróć się i zapłać za bułki!
- Odczep się! - odwarknął Janek. - Kupiłem je w innym sklepie.
Wyrwał się i chciał ruszyć ku wyjściu. Nie dał rady. Ochroniarz pochwycił go za kołnierz.
- Puść mnie szmaciarzu - wrzasnął i zaczął się wyrywać.
- Nie puszczę dopóki nie zapłacisz. A jak będziesz się pluł wezwę policję.
I rzeczywiście po chwili pojawiły się posiłki. Dwóch rosłych drabów w mundurach pojawiło się w drzwiach i zaczęli go ciągnąć w stronę radiowozu. Janek nie wytrzymał:
- I czego mnie jebane kurwy i zomowcy szarpiecie. Nic kurwa nie ukradłem. Odpierdolcie się ode mnie!!!
- Zamknij mordę bo jeszcze wpierdol zbierzesz - warknął funkcjonariusz i wepchnął go do radiowozu a za nim wrzucił kule. Powieźli Janka na komisariat i posadzili na dołku.
Historia, jak historia. Sprawa pewnie rozeszłaby się po kościach gdyby nie gorliwi szermierze sprawiedliwości. Janka następnego dnia przesłuchał prokurator. Zarzuty kradzież bułek o wartości 1,90 zł i znieważenie funkcjonariuszy policji. Żenada. Sprawa trafiła do sądu. Sędzina uznała, że porwanie się jednonogiego na trzech rosłych pachołków to może być objaw szaleństwa i konieczne są badania psychiatryczne. Janek nie uważał się za wariata więc odmówił. Sędzina nie dała za wygraną i wysłała za nim list gończy. Żenada nr 2. Nasz bohater nie ukrywał się a mimo to gliniarze mieli problem z pochwyceniem go. W końcu udało się. Sędzina zarządziła areszt i badanie przymusowe w terminie 14 dni. Lekarze pojawili się po 3 miesiącach, które Janek przesiedział na dołku. Biegli uznali, że bluzgi pod adresem policjantów wypsnęły się oskarżonemu mimowolnie pod wpływem silnego wzburzenia. Mimo wydanej opinii, sugerującej jego niewinność, Janek przesiedział w areszcie jeszcze 4 miesiące. Na kolejnej rozprawie okazało się, że prokurator popełnił dwa podstawowe błędy stawiając zarzuty Jankowi. Po pierwsze nie wziął pod uwagę paragonu, na który powoływał się oskarżony. Po drugie nie przesłuchał ekspedientki ze sklepiku z pieczywem. Uniewinniono go zatem od zarzutu kradzieży a sprawę za bluzgi zawiesił na rok "tytułem próby". Jenek odwołał się. Sąd Apelacyjny uniewinnił go a za błędy popełnione przez prokuratora i sędzinę i 7 miesięcy dołka przyznał odszkodowanie w wysokości 10 tys. zł. Bardzo słusznie. Zapłacić za swoją głupotę i olewanie litery prawa powinni prokurator i sędzina. Niestety zabuli budżet czyli my. Za ich głupotę. A podobnych spraw jest w ciągu roku o wiele więcej. A dziura w budżecie ciągle rośnie. Tfu!
0 komentarze:
Prześlij komentarz