Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 11 lutego 2012

Amerykańska miłość do zwierząt

lutego 11, 2012 Posted by Onufry Okowita , , No comments

W 1996 roku wydany został w Polsce "Dziennik Paniczny" Rolanda Topora. Jedno z zamieszczonych w tomiku opowiadań zaczyna się od:
"Potężny tankowiec przepłynął zbyt blisko wybrzeża i kilka tysięcy ton ropy wylało się na łowiska śledzi. No i co? Ano wszyscy zaczęli czepiać się kapitana, że był lekko zawiany. Po raz kolejny ochlapusy stukały się kieliszkami i wykrzykiwały: Nieodpowiedzialny skurwysyn! Morderca fok! Potwór! Szaleniec!"
Następnie, jak zwykle gładko, przechodzi Topor do pytania o to czy, gdy ktoś zabija ludzi lub zwierzęta na trzeźwo jest w czymś lepszy od zabijającego w przypadku błędu popełnionego po pijaku? Przyznacie, że zmusza to do chwili zastanowienia. Tak więc zatrzymałem się nad tym problemem na chwilę i wróciłem myślami do oglądanej kilka lat temu na Animal Planet serii "Policja dla zwierząt." Wpatrywałem się w ekran z pomieszaniem aprobaty i co najmniej niesmaku. Funkcjonariusze, powiadamiani telefonicznie przez miłośników zwierząt interweniowali w przypadku, gdy zwierzakom udomowionym działa się krzywda. Uratowane przed okrutnymi czy durnymi właścicielami koty, psy, konie, krowy trafiały do weterynarzy i ci w miarę możliwości pomagali jak tylko potrafili. Leczyli, odrobaczali i szukali nowych domów. Wszystko to piękne, prawda? Prawda. Ale...
Zawsze jest ale. Funkcjonariusze zabierali, oczywiście umocnieni decyzją sądu, całkiem słusznie zresztą, psy hodowane do walki ale też takie, które stały na uwięzi i były ewidentnie zabiedzone. Rekonwalescencja trwała zwykle kilka tygodni. Potem funkcjonariusze przed oddaniem psa do adopcji (ciekawe skąd ten termin wziął się zamiast zwykłego przygarnięcia) poddawali go szeregowi prób. Sprawdzali jak zachowuje się w towarzystwie innych piesków czy podsuwali mu pod pysk sztuczną rękę podczas, gdy ten w najlepsze konsumował obiad. Gdy warczał na złodziejską łapę, funkcjonariusze decydowali, z przykrością oczywiście, że piesek do adopcji się nie nadaje i trzeba go uśpić. To się nazywa miłość do zwierząt po amerykańsku. Troskliwie, trzeźwi jak świnie, zabijają psa broniącego żarcia.
Tak więc ja sobie zakrzyknę: "Odpowiedzialne skurwysyny! Mordercy psów! Zdrowe na umyśle potwory!"

0 komentarze:

Prześlij komentarz