Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

niedziela, 4 marca 2012

Cząstka kindersztuby

marca 04, 2012 Posted by Onufry Okowita 4 comments

Całkiem niedawno Marek Arpad Kowalski, felietonista z Najwyższego Czasu uświadomił mi, jak wielkim jestem wieśniakiem. W swym felietonie rozpisał się na temat zdejmowania butów, gdy wkraczamy za próg obcego mieszkania. Wytłumaczył mi, niczym chłop krowie na miedzy, że są przecież wycieraczki a poza tym poruszając się po klatce schodowej zgubię kurz i błoto, które zgromadziły się w bieżniku podeszwy. Poza tym według Kowalskiego nie wchodzimy do mieszkania bezpośrednio z wizyty u zwierząt w oborze, żeby konieczne było zdjęcie obuwia. No tak, wchodzenie do mieszkania na czwartym piętrze w ugnojonych gumiakach jest raczej odosobnionym przypadkiem, ale...
Przypomniałem sobie wpis byłej studentki, która wyraźnie wzburzona wykrzyczała, że jej ojciec i brat są strasznymi bucami (czy coś takiego), bo włażą prosto do kuchni w ubłoconych gumiakach. Hmmm... Przyjmując punkt widzenia Kowalskiego muszę zdecydowanie odeprzeć zarzuty blogerki. Więcej - z całą stanowczością stwierdzam, że Twój ojciec i brat postąpili jak kulturalni ludzie z dużego miasta. No nie denerwuj się tak na nich.
Niemniej w tym, że jestem wieśniakiem, musi być ziarno prawdy. Sięgając pamięcią wstecz, stają mi przed oczyma Kozienalia z początków XXI wieku. Miałem wtedy zajęcia z czwartym rokiem historii. Niecnoty wyciągali mnie czasem do Chatki na piwo, albo dziesięć. Na tych Kozienaliach spotkałem Piotra, jego żonę i Kaśkę. Jako że miałem w plecaku wódeczkę poszliśmy za Feminę na ławeczki skonsumować zawartość flaszeczki. Nastąpiło kilka komplikacji i Piotr gdzieś się zgubił, jego żona poszła jeszcze poskakać pod scenę, zatem konsumowaliśmy gorzałkę we dwójkę. Wtedy właśnie usłyszałem, że jestem wieśniakiem. Bo oni w odróżnieniu od miastowych odprowadzają bezbronne dziewczyny do domu. No miała rację. Przekonany siłą jej argumentów odprowadziłem je pod same drzwi.
Jaki można z tej opowiastki wysnuć wniosek? Spory z tym ambaras. Bo czyż można być jednocześnie mało kulturalny i szarmancki? Oj zakręciło mi się od tego wszystkiego w głowie.

4 komentarze:

  1. Hehehe... Piotrze prałeś kiedyś ręcznie, na kolanach, jasny dywan upierdzielony błotem? Bo ja myślę, że ów pan Kowalski na którego się tak powołujesz nie prał, jemu pewnie dywan piorą... Rozgraniczmy też 2 rzeczy. Inaczej można by było na to patrzeć kiedy faktycznie nie masz szans na nasyfienie komuś w domu i kiedy jesteś gościem. A Inaczej kiedy domownicy robią ci na złość, bo ich zdaniem praca w domu nie jest pracą, a baba, która nie ma co robić (czytaj: sprzątać na okrągło po jaśnie panach) głupieje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do odprowadzania. Jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką tego, żeby ktoś nadrabiał drogi żeby mnie odprowadzać. Ale po kilku nieciekawych spotkaniach po drodze, czasem, jak się boję sama skądś wracać to wtedy proszę wprost o odprowadzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze jedna opcja... Prośba o odprowadzenie powodowana chęcią przedłużenia czasu z kimś... czasem może i do rana :^^
      Faceci to są jednak czasem niedomyślni :P

      Usuń
  3. Ależ nabijam się troszkę z Arpada Kowalskiego. Jego felietony są baaaardzo ciekawe. Zaczynam od nich lekturę tygodnika i zastanawiam się, po kiego go drukują. A co do domyślności i prania dywanów to na praniu dywanów znam się lepiej :-P

    OdpowiedzUsuń