Ci, których doszła wieść, że wczoraj wieczorem zderzyły się dwa pociągi pod Szczekocinami, zastanawiają się w jaki sposób znalazły się one na jednym torze. Zanim skończy się śledztwo dziennikarze będą spekulować, czy był to błąd człowieka, czy może jednak techniki. Reportaże z miejsca zdarzenia królują i jeszcze przez kilkanaście godzin będą królować we wszystkich programach informacyjnych. Dziennikarze płci obojga będą się przepychać między poszkodowanymi i z udawaną troską będą pytać obandażowanych: "Jak się pan/i czuje po wypadku?" Zjeby czy co? Jak się czują? Baranka o ścianę dziennikarze! Ocknijcie się hieny choć na chwilę.
Sam wypadek to zrządzenie losu dla PO i Tuska. Jego mięśnie twarzy ułożą się w wyraz troski i zyska kilka punktów procentowych, bo taki ludzki z niego pan. A ten będzie się chwalił jak dobre mamy służby, jak świetnie funkcjonują. A wszyscy zapomną na chwilę, że jeszcze nie tak dawno toczył wojnę z lekarzami i ciągle jeszcze walczy ze związkowcami ze straży pożarnej. Paranoja.
Co do przyczyn katastrofy przychodzą mi do głowy inne wyjaśnienia niż te podawane przez media. Wiem, że zdrowo przeginam z podejrzliwością, ale chyba warto się przyjrzeć kto podróżował pociągami. Taka katastrofa może być przecież świetną przykrywką dla zaplanowanego zabójstwa. Miało wyglądać na wypadek? Chciałeś i masz! Wystarczyło tylko przestawić zwrotnicę.
Wrodzone czarnowidztwo nakazuje mi zastanowić się również nad tym, czy niebawem wypłynie nagranie ze zderzenia pociągów. Byłoby to wyjątkowo obrzydliwe. Doprowadzić do katastrofy po to aby zarobić na nagraniu.
Oczywiście powstałe w mojej chorej wyobraźni scenariusze opierają się na tym, czy niedaleko od miejsca zderzenia znajduje się zwrotnica. Jeśli jej nie ma to mogę sobie owe scenariusze wetknąć do rzyci. I wiecie co? Mam nadzieję, że tak właśnie będzie!
0 komentarze:
Prześlij komentarz