"Przyczyną, dla której młodzież odchodzi od religii – i, niestety, co gorsza: również od wiary w Boga – jest nauczanie religii w szkołach. Gdy była nad tym dyskusja, wrogowie religii, czyli idioci, byli przeciwko wprowadzeniu religii do szkół – a zażarci religianci, też kompletni debile, byli za."
Rozpocząłem wpis od wypowiedzi Janusza Korwin-Mikke nieprzypadkowo. Chciałbym podkreślić, że pierwsza część powyższego fragmentu jest zgodna ze stanem faktycznym. Byłem tylko na jednej religii w szkole. Wytrzymałem kilkanaście minut. Przez pierwszych kilka wysłuchałem z zaciekawieniem, że mówienie przy powitaniu "dzień dobry" jest niewłaściwe dla Polaka i katolika. Wyszedłem jak katechetka zaczęła jeździć po muzyce, której wówczas słuchałem. Miesiąc później rodzice dostali list, z którego dowiedzieli się, że ich trud wychowawczy poszedł na marne.
Druga część wypowiedzi Korwina nadaje się co najwyżej psu na budę (taką w ciepłych krajach). Nazwał mnie w niej idiotą. Raczej trudno mi się z tym zgodzić. Bo po pierwsze umiem i czytać, i pisać a jak wiadomo termin "idiotae" odnosił się swego czasu do niepiśmiennych. Po drugie zaś, używając słów prof. Krawczyka "sroce spod ogona nie wypadłem". Wprawdzie poglądy w niektórych kwestiach mam dość radykalne, czyli jestem między innymi nieprzejednanym wrogiem wszelkich funkcjonariuszy kościoła, ale nie usprawiedliwia to wrzucenia mnie wraz z innymi mi podobnymi do worka z napisem "idioci". Z niepokojem obserwuję jak prezes Nowej Prawicy coraz częściej deklaruje swoją wrogość do ateistów. Nie podoba mi się to, bo od wielu lat sympatyzuję z jego racjonalnymi zazwyczaj poglądami. Nazwanie wrogów religii idiotami racjonalne nie jest. Wpisuje się wprawdzie w jego konserwatyzm, ale dewaluuje większość wolnościowych wypowiedzi. Nie jest bowiem wolnym ten, kto zgina kark pod butem ledwo wystającym spod czarnej sukni. Głos jego przypomina beczenie owieczek garnących się do pasterzy, gdy zwietrzą nieopodal wilki. Owieczki nie zauważają nawet tego, że pasterz strzyże je niemiłosiernie. Widzi to wprawdzie stary tryk, który wie, że stado jego słabnie, bo pasterz zamiast szukać nowych pastwisk, karmi podopiecznych mało wartościowym sianem i strzyże, i strzyże bo w apetycie się zatracił.
Korwin-Mikke widzi to i pisze: "Kościół katolicki mogłoby uratować jedno: jakieś solidne prześladowania. Nie mówię, że Holokaust (który znakomicie wzmocnił Żydów) czy rzucanie chrześcijan lwom - ale prześladowania tak solidne, że księża by drastycznie schudli. "Co cię nie zabije - to cię wzmocni" - nieprawda-ż?"
A kto najlepiej nadaje się do owych prześladowań prezesie Nowej Prawicy? Czyżby owi idioci?
0 komentarze:
Prześlij komentarz