Wychodzi na to, że wykrakałem. ACTA to jedynie płaszczyk, pod którym przygotowywano inny niezwykle ciekawy dokument. Podobnie jak ACTA pojawiłby się już po konsultacjach z fachowcami, a minister Zdrojewski i premier Tusk bąkaliby coś o konieczności przeprowadzenia konsultacji społecznych, bo z dziwacznej przyczyny przegapionoby ich konieczność. Najbardziej uderzające w całej sprawie jest to, że całość prac odbywała się w tajemnicy. Nie dopuszczono do wiedzy o nich nawet Generalnegoo Inspektora Ochrony Danych Osobowych, który zresztą podniósł alarm, gdy informacja o spisku doń dotarła. O co właściwie chodzi?
Otóż dane o internautach mieli gromadzić dostawcy internetu i przekazywać prywatnym organizacjom. Zapisy takiej treści zawierało porozumienie przygotowywane pod patronatem ministra Bogdana Zdrojewskiego. Po interwencji GIODO twierdzącego, że dokument jest bezprawny prace nad nim wstrzymano. Gdyby porozumienie weszło w życie, jego przepisy byłby znacznie drastyczniejsze niż masowo oprotestowana ACTA.
Porozumienie zakładało, że dostawcy internetu będą przekazywali organizacjom zarządzającym prawami autorskimi dane tych internautów, którzy - wedle ich opinii - mogli naruszyć prawa autorskie zasysając muzę z sieci. ZAiKS mógłby zatem bezpośrednio od użytkowników internetu żądać pieniędzy za pobraną piosenkę albo wytaczać im procesy. Samo zaś przekazywanie danych odbywałoby się bez postanowienia sądu. To, czy ktoś naruszył prawa autorskie, ocenianoby poprzez widzimisię prywatnych firm i organizacji.
Do tego tortu dorzucono jeszcze wisienkę. Porozumienie mówiło, że „uprawniony identyfikuje oraz rozpoznaje naruszenie praw własności intelektualnej. "Uprawnionym" zaś, według porozumienia, miały być organizacje zarządzania zbiorowego. To oznaczałoby, że mogłyby one zbierać informacje o tym, co internauci robią w sieci. Bez ograniczeń.
No premierze Tusk i ministrze - zderzaku Zdrojewski. Nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać Wam Order Knura (wiecie takiego z "Folwarku Zwierzęcego"). A żeby ułatwić wam zadanie proponuję powołać nowe ministerstwo. Zwałoby się ono Ministerstwo Ochrony Praw Autorskich i Kontroli Nad Obywatelem. Niechże pierwsza ustawa nakaże wszystkim internautom instalację oprogramowania, które bez pośrednictwa dostawców internetu, wysyłałoby do serwerowni ministerstwa informacje o całym ruchu sieciowym generowanym przez komputery znajdujące się na terenie Polski. A wtedy łup, łup po kieszeni złodziei przebrzydłych. I do obozów pracy pasożytów źle piszących o rządzie i Unii. I sprawa załatwiona!
Tfu!!! Oby mi paluchy pogniły za to co wystukały ;)

0 komentarze:
Prześlij komentarz