Zadziwiająca jest wiara w gusła w XX! wieku. Czasopisma związane z konserwatyzmem poparły niedawną wypowiedź Wojciecha Cejrowskiego o buddyźmie na wyścigi. Głos zabrali również ich czytelnicy, którzy przyklasnęli wypowiedzi bosonogiego podróżnika. Doskonałym przykładem wydaje się list zamieszczony w przedostatnim "Najwyższym Czasie". Czytelniczka opisuje w nim swoją walkę z bezwzględnymi buddystami. Nie chcę zepsuć relacji więc przytoczę jego większy fragment (nic nie poprawiam).
"Będąc na stypendium w UCLA w latach 80., zostałam zaproszona przez Azjatkę (później okazało się, że Japonkę) na lunch. Zgodziłam się, aby nie wydawać się zbyt "ksenofobiczna". Już długa jazda na ten lunch wzbudziła mój niepokój, byłam przecież w całkowicie obcym środowisku. Lunch zjadłyśmy zresztą na mój koszt, a następnie moja towarzyszka oświadczyła mi, że jedziemy na spotkanie. Na moje pytanie, kogo mamy spotkać, odpowiedziała, że przyjaciół. Weszliśmy do jakiegoś domu, w którym było już kilkoro ludzi - i wtedy okazało się, że mam uczestniczyć w buddyjskim "spotkaniu". Dano mi do przejrzenia kilka czasopism, a niektórzy z "przyjaciół" zaczeli "dawać świadectwo", jak to Budda im pomaga w życiu. Atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca i wtedy (co już nie raz robiłam) uciekłam się do różańca. Zaczełam bez słów odmawiać różaniec. Po chwili zorientowałam się, że obserwuje to wrzeszczące towarzystwo jakby spoza szyby czy w telewizji. Sama byłam "otulona" jakimś niewidocznym płaszczem czy czymś podobnym. Po skończeniu różańca stanowczo poprosiłam o odwiezienie mnie na uczelnię. Tak zrobiono bez żadnych oporów. Do dziś jestem pod wrażeniem tego przeżycia, ktore dla mnie świadczy o prawdziwości wiary chrześcijańskiej."
Tutaj cytat się kończy. W jednym musze przyznać rację byłej stypendystce: też jestem pod wrażeniem tej historii. I to wielkim wrażeniem!
A jakie jest Wasze zdanie?
0 komentarze:
Prześlij komentarz