Bibliotekarska brać odznacza się wieloma ciekawymi cechami. W jednym z poprzednich postów odrobinę się po wyzłośliwiałem. Dzisiaj złośliwości ciąg dalszy. Trzeba zatem sięgnąć do mej niezgłębionej pamięci :)
Pierwsze doświadczenia z paniami bibliotekarkami sięgają początku szkoły podstawowej. Zapamiętałem sobie jedną taką, która pracowała wówczas w filii Biblioteki Miejskiej przy ul. Kruczkowskiego w Świdniku. Całkowicie nieświadomy dobrego wychowania ośmieliłem się przy oddawaniu książek odpowiedzieć na jej "dziękuję" niezbyt wyszukanym "proszę". Jakżeż owe "proszę" zostało przez nią i jej koleżankę wyśmiane. Jakiego spiekłem wtedy buraka i jak unikałem potem jej dyżurów, to odrębna historia. Minęło jakieś dwadzieścia lat. Zacząłem pracę na UMCS i jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałem ją podczas zajęć z pierwszym rokiem studiów zaocznych. Nie zemściłem się. Dziwne nie?
Inna kuriozalna sytuacja zdarzyła się podczas studiów. Koniec pierwszego roku, czerwiec. Gorąco jak cholera. Trwała właśnie sesja, przyjechałem zatem właściwie tylko do biblioteki poczytać do egzaminu u Gnidy. Podkoszulek z odsłoniętymi ramionami, przewiewne spodnie i tenisówki bez skarpet. Wiem! Totalne bezguście! Grunt, że chłodno. Wychodzę z czytelni historycznej, a bibliotekarka zatrzymuje mnie i mówi, że następnym razem powinienem się ubrać bardziej odpowiednio na wizytę w bibliotece. Zatkało mnie. Zerknąłem na nią a ta ubrana w podkoszulek bez rękawów, przewiewną spódnicę, i klapki na gołych, owłosionych nogach. Jaja jakieś czy co? Machnąłem ręką i wyszedłem!
Jakieś dziesięć lat później, prowadziłem zajęcia ze specjalistycznych źródeł informacji. Duperele straszliwe. Jeden student chciał puścić film, który nakręcił o bibliotece UMCS. Pomyślałem: "czemu nie, zejdzie trochę czasu" i oglądamy. W pewnym momencie akcja przenosi się do czytelni bibliologicznej. Kamera zatrzymuje się na atrakcyjnej studentce o płomiennych włosach, a potem przenosi na dyżurująca bibliotekarkę. Traf chciał, że nie lubiłem jej okrutnie. Skrzywiłem się zatem i odrobinę zbyt głośno wygłosiłem komentarz o starych krowach. Kicha totalna. Kilka dni później odbieram telefon od kumpla z zakładu. Mówi, że obrażona przeze mnie bibliotekarka ma zamiar pójść do dziekana ze skargą. Zimny prysznic! Co było robić? Wrzuciłem na grzbiet kapotę i poszedłem ją przeprosić. W efekcie nie poleciała do dziekana. Dowiedziałem się w zamian, że doniosła na mnie pewna studentka. Przyleciała z językiem zaraz po zajęciach. Do tej pory nie wiem kto to. Podejrzewam wprawdzie małe grono, ale... Znowu się nie zemściłem. Trochę mi to doskwiera, bo donosicielkę tępiłbym bez litości. Ale odpowiedzialność zbiorowa? Wolne żarty!
A najlepsze z tego, że w towarzystwie bibliotekarki, przeżyłem kilkanaście najlepszych miesięcy w całym żywocie. Wychodzi na to, że się nie zlisiłem :)
duperele straszliwe ;) Hehe Pan mgr mnie tego uczył właśnie! :)
OdpowiedzUsuńPan mgr utopiony i spłynął razem z Marzanną do morza :) Grunt to namierzyć kapusia! Że duperele to fakt! I na dodatek męka!
OdpowiedzUsuń