Statystyki czytelnictwa spadły jak jeszcze nigdy. Ponad połowa Polaków nie przeczytała w ubiegłym roku żadnej książki. Żadnej! A liczba obywateli Polski legitymujących się wyższym wykształceniem ciągle rośnie. Na dodatek największa grupa absolwentów wywodzi się ze studiów w większym lub mniejszym stopniu humanistycznych. Niewiele pomagają akcje mające propagować czytelnictwo. Wydaje się, że coraz prawdziwsze staje się następujące przypuszczenie: kto przestał czytać, ten już czytać nie będzie.
Zastanawia mnie, czy spadek czytelnictwa nie jest na rękę rządzącym, zaś stacje telewizyjne nie są nieświadomymi narzędziami w rękach władz. Osobami rzadko obcującymi ze słowem drukowanym o wiele łatwiej manipulować. Wiedzą o tym, lub powinni wiedzieć wszyscy, którzy przebrnęli egzaminy z historii książki (mimo tego, że wykłady z tego przedmiotu przynajmniej na UMCS pomijały pewne aspekty walki toczonej przy pomocy książek). Dłuższy tekst zmusza do zatrzymania się nad szczególnie frapującym fragmentem i przemyśleniem go czasem nawet kilkakrotnym. Książka popularnonaukowa podnosi również poziom wiedzy i budzi ciekawość, a stąd tylko kilka kroków do sięgnięcia po lekturę nieprawomyślną, wręcz obrazoburczą. To spośród czytelników wywodzi się duża grupa wolnomyślicieli, agnostyków i ateistów (ciekawe czy ktoś badał czytelnictwo biorąc pod uwagę kryteria wiary, bo wyniki mogłyby dać wiele ciekawych wniosków). To właśnie książka otwiera umysł i wprowadza ferment. Zdawali sobie z tego sprawę zarówno pierwsi chrześcijanie, jak i muzułmanie całkiem udanie niszcząc zawartość biblioteki aleksandryjskiej. Wiedział o tym Watykan wprowadzając Index librorum prohibitorum. Akcja palenia książek przeprowadzona na polecenie Hitlera również nie była przypadkowa. Dziwnym trafem gdy dopalały się stosy ułożone z ksiąg, pojawiały się stosy na których palono czytelników tychże, a potem i tych wszystkich, którzy wyróżniali się z tłumu.
Wypada zatem zgodzić się z Heinrichem Heinem, który mówił: tam, gdzie pali się książki, pali się też w końcu ludzi i żywić nadzieję, wraz z innymi nieprawomyślnymi, że takie czasy nie wrócą. Niemniej ci, którzy określają siebie konserwatywnymi liberałami również nie zasypiają gruszek w popiele. Mimo, że wycierają sobie gęby wolnością i głośno warczą na rządy biurokracji, okopali się dookoła Matki Kościoła i służą mu wiernie. Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo znają oni doskonale historię i wiedzą, że forpoczty Watykanu broniły na polskiej ziemi nie wolności, ale swoich interesów.
0 komentarze:
Prześlij komentarz