Zastanawiam się często jak to jest być konformistą. Iść jak owca razem ze stadem i meczeć razem z sąsiadkami i sąsiadami. Są nawet takie chwile, gdy zazdroszczę tym wszystkim, którzy patrzą a nie widzą, słuchają ale nie słyszą, a ich mowa to tylko słowa. Często przeklinam dzień gdy wypożyczyłem pierwszą książkę z biblioteki, po ty tylko aby dowiedzieć się czy dzielna mysz przeżyła zimę. Jak to fajnie byłoby funkcjonować jako wesoły troglodyta. Bezrefleksyjnie walić gaz i ćmić fajki nie przejmując się, że kasa z tych przyjemności pozwala kupić kilka litrów benzyny dla samolotu wykorzystywanego przez Tuska. Mieć żonę i bachory, które po robocie trzeba uczyć porządku twardą ręką. Bić się z kumplami od bączka i pryty pod sklepem i mieć w dupie to co się dzieje na świecie. Nie widzieć tego syfu, który robią z kraju kolejne rządy i wkurwiać się wtedy gdy polscy piłkarze dostają baty.
Wiem, że takie wydumki to jedynie gwałcenie historii, ale nie mogę się powstrzymać przed chwilą nostalgii. Tym bardziej, gdy widzę, że kolejny Minister Obrony Narodowej miota się, gubi i ściemnia, że jest fachurą. Osobnicy z takim licem i wiedzą dostawali księżniczkę za żonę i połowę królestwa jedynie w rosyjskich baśniach. A to nie jest Rosja!
Jestem Polakiem, a to obliguje mnie do tego żeby się denerwować gdy podatki wpłacane do kasy naszego kraju są marnotrawione. Za wschodnią granicą mamy wrogie, potężne państwo, które groziło że w momencie gdy zainstalujemy elementy tarczy przeciwrakietowej wyceluje w nas swój arsenał. Wprawdzie pismacy merdający ogonkami w stronę rządu PO i PSL piszą, że Rosja to kolos na glinianych ale 10 tys. czołgów (a to pewnie zaniżone dane) mówi za siebie.
Jakiś czas temu pisałem, że nasze siły zbrojne są przystosowywane raczej do tłumienia rozruchów, a nie walki z silnym wrogiem. Nie znałem tedy treści dokumentu rządowego zatytułowanego "Wizja sił zbrojnych RP - 2030", którego fragment przytoczę poniżej:
"Przeciwnikiem Sił Zbrojnych RP będą coraz rzadziej regularne siły zbrojne dysponujące kompleksowymi systemami uzbrojenia i odpowiednim zapleczem logistycznym. Ich miejsce zajmą lokalne (narodowe) i transnarodowe oddziały partyzanckie i paramilitarne, najemnicy oraz oddziały rebelianckie wykorzystujące do walki także dzieci - żołnierzy".
No właśnie! W kogo będą wymierzone takie siły zbrojne, gdy system emerytalny się rozpadnie i naród wyjdzie na ulice? Ale może niepotrzebnie się bulwersuję?
Najbardziej ciekawe jest to, że nie tylko Autor powyższego wpisu ma podobne przemyślenia - w ostatnim czasie coraz więcej jednostek, niezależnie od przekonań i sympatii politycznych (poza po-owcami oczywiści i zapatrzonymi pisowcami) dochodzi do wniosku, że coś w tym państwie dzieje się nie tak. Nie chodzi już o gigantyczne przepaście pomiędzy zarobkami (podejrzewam, że 1/3 narodu żyje na granicy nędzy, nie mogąc odłożyć żadnych funduszy i żyjąc z dnia na dzień), ale o rozbieżności pomiędzy tym, co pokazują media, a rzeczywistością, o prawo działające jako bat na słabszych, o coraz niższy poziom kultury i dostępu do niej, skazujący coraz więcej osób na "troglodycyzm" właśnie. Jako osobnika z zamiłowaniem do książki bawią mnie próby ośmieszenia wszystkich (!) wartości, które towarzyszyły polskiej duszy od wieków (sam jestem mocno krytyczny wobec przyrodzonego nam warcholstwa itp., jednak nie można nie zauważać takich cech, bez których raczej niewiele by z nas zostało)- nie mamy swojego przemysłu, cenionych marek, wartościowej kultury, solidnej edukacji, to po co właściwie nam jakaś wiedza o przeszłości? Obywatel świadomy to obywatel samodzielny, a jako taki już sam w sobie jest groźny. Lepszy niedouczony, zaniedbany przez państwo (na które łoży podatki!), karmiony opowieścią o tym, że każdy jest panem swojego losu, a niepowodzenia ma zawdzięczać jedynie sobie, a przy tym zabiegany w walce o jakieś grosiki, by przywitać kolejny miesiąc z zapłaconymi rachunkami. Taki obywatel to prawdziwy skarb!
OdpowiedzUsuńOtóż to, a gdy ktoś zapyta: "Jak żyć panie premierze" patrzą na niego w specyficzny sposób.
OdpowiedzUsuń