W pięknym zlepku krajów i narodów, czyli Unii Europejskiej przygotowywane jest, na wzór szwedzki, poważne ograniczenie w handlu alkoholem. Do tego zapewne, w tym przypadku na wzór francuski, dojdzie konieczność wożenia w aucie alkomatów. Francuzi przed odpaleniem auta muszą w ów alkomat dmuchnąć, bo jak nie to... wiadomo poważny mandat.
Z kolei w Santa Monica w Kalifornii rada miejska przegłosowała zakaz palenia w mieszkaniach w nowo wybudowanych budynkach wielorodzinnych.
Mnie osobiście taki stan rzeczy nie powinien przeszkadzać, bo ani nie mam auta, ani niemal wcale nie piję, a na dodatek wprost nienawidzę smrodu palonych papierosów. Ale chodzi o zasadę. Każde ograniczenie wolności obywatelskiej pociąga za sobą chęć jeszcze większego ograniczenia. Do tego dochodzi wzrost liczby urzędników, którzy mają czuwać nad przestrzeganiem coraz to nowych przepisów i ograniczeń.
Wyobraźcie sobie, że jedziecie autem i zatrzymują was policja. Żądają okazania alkomatu, potem nakazują wszystkim pasażerom dmuchać w balonik. Ci, którym wykaże proszeni są o okazanie paragonu, który trzeba nosić aby udowodnić, że alkohol został kupiony w państwowym sklepie alkoholowym. Gdy paragon sie zawieruszy, albo napiliście się księżycówy sąsiada - srogi mandat. Na dodatek gliniarz może wetknąć czujnik do mierzenia zawartości nikotyny do auta i znowu po kieszeni! Każde potknięcie wprowadzone zostanie do centralnej bazy danych i gdy uzbiera się ich odpowiednia ilość dostaniecie skierowanie na przymusowy odwyk, za który trzeba oczywiście zapłacić.
Przesadzam? Mam nadzieję!
0 komentarze:
Prześlij komentarz