Fundacje powstają jak grzyby po deszczu. Wystarczy dobry pomysł i bach! Zebrać grupkę aktywistów, rozpropagować działalność, dobrać się do 1% i można żyć! Powiecie: "hola pismaku, to nie takie proste. Byle głupek wiele nie zdziała!" A czy ja piszę o byle głupkach? Otóż to!
Ostatnimi czasy namnożyło się stowarzyszeń i fundacji, które mają pomagać zwierzętom. Szukają zatem fundacje nowych domów dla psów i kotów, które trafiły do schronisk z różnych przyczyn. Jedne urodziły się pod płotem, inne zbyt urosły i ich durni właściciele porzucili je w różnych miejscach. Czasem wystarczy przecież wziąć psa do samochodu, zatrzymać się w okolicznej wiosce, wyrzucić go przez płot i po kłopocie. Inne fundacje dokarmiają zwierzaki w schroniskach, jeszcze inne wywalczyły ustawę o tym, że każdy pies powinien przynajmniej 12 godzin na dobę biegać swobodnie po podwórku. W jednym z poprzednich postów wykazałem kilka luk w rozumowaniu pomysłodawców, chociaż generalnie zgadzam się z tezą, że ciągłe trzymanie psów na uwięzi jest bezduszne. Miałem wprawdzie nadzieję, że obrońcom zwierząt to wystarczy, ale widać powiedzenie "daj palec a zechce całą rękę" zadziałało i w tym przypadku.
Teraz podwórkowe pieski mają zostać na zawsze spuszczone z łańcuchów. Obrońcy zwierząt nie chcą słuchać argumentów, że psy będą gryźć przechodniów czy rowerzystów. Mówią posiadaczom podwórek i psów, że wystarczy nałożyć psu kaganiec i już nikogo nie pogryzie! Fundacje będą lobbować aby naskrobać i przegłosować nakazującą to ustawę. Wrażliwi ludzie wyszczerzą zęby z zadowoleniem. Jak postąpią posiadacze podwórek i psów?
Powiedzmy, że zrezygnują z flaszki i kupią kagańce. Psy trochę pocierpią zanim się przyzwyczają, ale w końcu przestaną im owe ograniczniki na zęby przeszkadzać. Czy rowerzyści będą bezpieczni?
Załóżmy, że aktywistka fundacji walczącej z łańcuchami wybierze się na rowerową wycieczkę. Wdycha świeże powietrze przejeżdżając przez wioskę, zadowolona, że nie widziała żadnego uwiązanego psa gdy nagle przez dziurę w płocie wypada bernardyn. Dziewczę przerażone skręca w lewo i wpada pod koła wyprzedzającego ją auta. Niemożliwe? Ależ całkiem możliwe. Drogie dziewcze zapomniało powalczyć o ustawę nakazującą szczelne grodzenie podwórek.
A czy zwierzęta żyjące razem z takim psem w kagańcu będą bezpieczniejsze? Przypuszczam, że życie straci tysiące kur, kaczek, gęsi i kotów. Wystarczy, że pies w kagańcu poczuje łowiecką żyłkę podniecony nagłym ruchem pędzących do strawy mniejszych od niego zwierzaków. Zadusi jedną kurkę, drugą kurkę, kaczuszkę i sam straci życie. Bo ktoś wywalczył dla niego wolność!
Ale zdecydowana większość oleje ustawę. Pójdzie kupi kilka browców, bączków czy flaszkę, wypije z kumplami pod sklepem rechocząc wesoło i wróci napita do domu. Uwiązany na łańcuchu pies będzie bezpieczny w odróżnieniu od żony i dzieci. Przepitemu wariatowi przeszkadza byle drobiazg. Bach i trajkocząca żona poleci na ścianę a wrzeszczące dzieciaki też trzeba uciszyć. Ma być spokój bo kac zaczyna łapać. Czy aktywistka fundacji widzi co się dzieje w tysiącach polskich domów? Czy kiedykolwiek była świadkiem, jak kobiety w sklepie przekonywały się nawzajem, że Józek ma rację. "Ciężko pracuje, to i czasem może wypić, a Kryśka sama sobie winna. Niechby trzymała gębę na kłódkę (jak one)!"
Może drogie aktywistki fundacji walczące o dobro dla zwierząt zaczniecie od dobra ludzi? A co z wami szanowne feministki? No co z Wami? Jakoś Was nie widać w wioskach na Lubelszczyźnie!
0 komentarze:
Prześlij komentarz