Nie mam niemal żadnego kontaktu z dawnymi współpracownikami z Instytutu Bibliotekoznawstwa UMCS. Nie czuję z tego powodu żadnego dyskomfortu. Ba, czasem łapię się na radosnym podskakiwaniu. Wczoraj znowu miałem taką chwilę radości, którą niestety zakłócił nagły ból głowy. Zdziwiony zerknąłem na swoją dłoń uderzającą rytmicznie w czoło. Przestałem. Ból stopniowo zanikł.
Zerknąłem na monitor i przestałem się dziwić swojej dłoni. Ktoś z Instytutu, pewnie wyznaczony do tego zadania, bezrefleksyjnie a nawet z dużą dozą entuzjazmu dodał do instytutowej fejsbukowej wizytówki następujący link. Po przeczytaniu tego tekstu zwykły użytkownik sieci (gdyby oczywiście go zrozumiał) może przejąć moją chęć podskakiwania z radości. Oto google daje mu lek na jego ignorancję. Już nie będzie musiał szukając informacji na temat Światowida przekopywać się przez linki prowadzące do wiadomości o kinie czy lodówce z czasów PRL. Wyszukiwarka grzecznie go zapyta:
- Ej kolego/koleżanko czy chodzi ci o kino, sprzęt agd czy boga słowiańskiego?
No i wszystko w ciągu kilku chwil! Brawo! Jednak to co dobre dla pustawej młodzieży z gimnazjum, liceum czy braci studenckiej, jest bardzo niekorzystne dla specjalistów od wyszukiwania, katalogowania i przetwarzania informacji kształconych między innymi przez Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej UMCS. Infobrokerzy powinni czuć się co najmniej zaniepokojeni. Wiem, że przekształcona w opisany w przywołanym artykule sposób google nie zastąpi ich całkowicie, ale może spowodować spadek zapotrzebowania na ich usługi. Część z nich oferuje bowiem usługi polegające na pozycjonowaniu, którego znaczenie wyszukiwarka będzie stopniowo ograniczać. Zatem trzeba będzie znaleźć inny sposób na przekonanie mechanizmu wyszukującego o wartości "pozycjonowanej" strony. A z tym dzisiejsi specjaliści mogą mieć kłopot.
Dlatego entuzjazm tego kogoś z Instytutu uważam za mocno nieodpowiedni. Tym bardziej, że Instytut szykuje się do wprowadzenia nowego kierunku studiów, na pierwszy rzut oka atrakcyjnego, zaś unowocześnienie google'a może dać jego pracownikom całkiem solidnego prztyczka w nos.
0 komentarze:
Prześlij komentarz