Umiłowany przez mnóstwo ludzi
facebook oferuje możliwość uzewnętrznienia się natychmiastowego.
Coś Cię wnerwia albo śmieszy – bach i wszyscy znajomi i sporo
nieznajomych wie, że podczas przechadzki po lesie nalazło Ci do
pyska pajęczyn, albo że faceta warto mieć tylko zajebistego, albo
zastanawiasz się, że jak zrobiłaś kanapkę to czy możesz założyć
już blog kulinarny, albo... Inną kategorię stanowią udostępnienia
śmiesznych, przejmujących, albo mających wyglądać na mądre
fotek wzbogaconych podpisami. Znaczącą ich część stanowi krytyka
lub wyśmiewanie się z mężczyzn udostępnianych naprzemiennie z
pragnieniami znalezienia tego jedynego supersamca. Śpieszę donieść
drogie panie, że mocno pod górkę. Potężną krecią robotę,
która miała i ma Wam przeszkadzać w znalezieniu jedynego mężczyzny
wykonują feministki.
Niegdyś zastanawiałem się na tym
blogu czy nie jestem czasem mizoginem. Obecnie dochodzę do wniosku,
że bardziej trafnym określeniem opisującym moją mało skromną
osobę będzie antyfeminista. Według Waldemara Łysiaka
Antyfeminista to facet, który postrzega feministki takimi jakimi
są, zamiast postrzegać je takimi, jakimi one same się
postrzegają. Nie dziwi mnie więc, że w każdej poznanej
kobiecie szukam jakichkolwiek oznak feminizmu i pokrewnego mu
hienizmu. Najbardziej zdumiewa mnie logiczny miszmasz prezentowany
przez feministki. Z jednej strony chcą sprowadzić męskich
przedstawicieli rodzaju ludzkiego do roli sług, z drugiej zaś
żądają fizycznego zaspokojenia chcicy.
Niektóre egzemplarze feministek, jak
ekwadorska deputowana Maria Soledad Vela pragną by każda
kobieta winna mieć konstytucyjne prawo do orgazmu. Wspomniana
polityczka postuluje także możliwość sądowego dochodzenia
przez kobiety ich prawa do zaspokojenia seksualnego. Zaiste
wzniosły to postulat godny dwudziestego pierwszego stulecia. Co ciekawe
jest on w pewnym sensie zgodny z ustaleniami Sarah Blaffer Hardy,
która w książce „Kobieta, która nie przeszła ewolucji”
napisała: Podważam pewien filar darwinowskiej teorii ewolucji,
ten mianowicie, że przyrodzoną cechą kobiety jest seksualna
wstrzemięźliwość. Przeciwnie – samica to istota poligamiczna
bardziej aniżeli mężczyzna, gdyż do spółkowania z wieloma
partnerami pcha ją biologiczna dbałość o cechy genetyczne i o
bezpieczeństwo potomstwa. A zatem hulaj dusza, piekła nie ma!
Wolno więc kobiecie robić gwoli zaspokojenia przyjemności
wszystko. Ot choćby mieć sponsorów (patrz głośny film
„Sponsoring”), tym bardziej, że według Kazimiery Szczuki (i
posłów oraz posłanki RPP) sponsoring to tylko praca. Wprawdzie
Juliette Binoche nazywa zjawisko sponsoringu puszczalstwem, ale
według niej samo puszczalstwo to coś pięknego, gdyż jest to
otwieranie się na inność, na drugą osobę. Oczywiście płeć
brzydka, choć ona to jest ponoć głównym beneficjentem owego
puszczania się za pieniądze czasami się nabzdycza i gromi
spółkujące niewiasty piórem Daniela Dafoe: Jeżeli cokolwiek
pozwala wybaczyć kurwienie się, to tylko korzyści jakie ono
przynosi, lub Waldemara Łysiaka: Łatwiej wyjąć kobietę z
burdelu, niż burdel z kobiety. Ale czyż można dziwić się
zniesmaczonym samcom skoro Warszawskie stowarzyszenie feministek
nazwało się KURWA – Koedukacyjna Unia Rewolucyjno – Wyzwoleńczo
– Anarchistyczna?
Ustaliłem więc, że kobiety - feministki pragną
seksu. I gdybyż na tym poprzestały już dawno skończyłbym stroić
fochy i zaciągnął atrakcyjny egzemplarz niewiasty do swojej gawry,
ale chęć nieskrępowanego spółkowania to jeno cząstka feminizmu.
Według słów Janne Haaland Matlary zawartych w książce „Nowy
feminizm. Kobieta i świat wartości”: Żeby nastała pełna
sprawiedliwość dziejowa, stosunki społeczne (zwłaszcza struktura
rodziny i koncepcja małżeństwa) muszą ulec radykalnym zmianom.
Chodzi o to aby władza znalazła się w rękach kobiet. Na zawsze.
Pieniądze i władza muszą być nasze. Ale byśmy mogły się nimi
cieszyć, trzeba odebrać je mężczyznom. I kaput! Odechciało
mi się ustatkowania całkowicie. Bo niewieściej propagandzie nie
wierzę. Że niby rządy kobiet miałyby być rajem wolnym od wojen?
Bzdury! Daniel Craig, ostatni filmowy James Bond, gdy za młodu
dorabiał jako barman, był świadkiem wielu pokojowych rozmów
rozochoconych alkoholem kobiet: Było dużo bójek, co wieczór.
Najbrutalniej tłukły się kobiety, krew sikała. Nie zachęcają
mnie również słowa Glorii Steinem: Kobieta potrzebuje
mężczyzny jak ryba roweru, mimo tego, że niekiedy zdarzają
się przedstawicielkom pięknej płci rozbrajające wyznania. Jak
Agnieszce Osieckiej, która w liście do swojego partnera Janusza
Minkiewicza pisała I w ogóle – mam czasem cipę zamiast
mózgu.
Nie pocieszają mnie nawet słowa
Katinki von Rosen: Wolnościowy obłęd feministek jest
najbezwstydniejszym kłamstwem dzisiejszej kultury, czy Krystyny
Hoff Sommers, twierdzącej, że Feministki to grupa
neurotycznych, rozpuszczonych przez życie intelektualistek, które
same sobie i nowym adeptkom wmawiają, że są wciąż uciskane przez
mężczyzn, bo feministki zrobiły już swoje.
Z moich obserwacji wynika, że człowiek żądałby prawa człowieka do orgazmu, a feministka żąda prawa feministek do orgazmu. Ot, taka róznica.
OdpowiedzUsuńCałkiem słuszne rozważania :)
OdpowiedzUsuń