Czym jest inteligencja? Odpowiedź nie jest taka oczywista, gdy pominiemy w rozważaniach umysł człowieczy a zajmiemy się społeczeństwem. Jak wyodrębnić ze społeczeństwa inteligencję? Gdyby przymrużyć oko i wybrać się wioski znajdującej się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od większego miasta, wtedy takiego inteligenta lub inteligentkę dość łatwo zidentyfikować. W świadomości mieszkańców wioski, do której nie dotarł jeszcze desant z miasta, „uczunymi” są wszyscy ci, którzy pokończyli szkoły w dużym mieście. Tak inteligentem będzie i nauczyciel/-ka, i bibliotekarz/-rka, i urzędnicy/-czki, którzy/-e przykręcili sobie do drzwi plakietki z magicznymi mgr przed nazwiskiem.
Odrobinę inaczej wygląda to w mieście uniwersyteckim. Tutaj nie wystarczy bycie magistrem lub magistrą i praca w szkole, bibliotece, urzędzie, uniwersytecie. Kolejny warunek to aktywne posługiwanie się piórem (klawiaturą). I do tego dość znaczna samodzielność wygłaszanych sądów. Bezrefleksyjne powtarzanie przeczytanych i usłyszanych opinii powinno z grona inteligencji wykluczać. I w opinii wielu, wyklucza. Zaś ludzie uprawiający niewolnicze myślenie zyskali sobie nazwę, wielce pejoratywną zresztą, pół- czy wręcz ćwierćinteligentów.
Obecnie środowisko absolwentów wyższych uczelni związane jest ideologicznie z lewicą lub prawicą. Ten podział jest dosyć prosty w USA. Najkrócej lewica to demokraci a prawica to republikanie. Oczywiście w obrębie tych nurtów politycznych funkcjonuje wiele grup zbliżających się do centrum lub oddalających się od niego. Znowu w dużym uproszczeniu programy obu nurtów politycznych różnią się w gruncie rzeczy sposobem w jaki państwo ma traktować obywatela. Lewica chce uwolnić człowieka od decyzji, zaś prawica chce pozostawić człowiekowi wolność do decydowania. Sytuacja w Polsce wyglądałaby podobnie, gdyby nie to, że uważane za prawicowe PiS, Solidarna Polska i PJN są w gruncie rzeczy partiami lewicowo – populistycznymi, które wzięły z prawicowości właściwie tylko związki z religią i nienawiść do komunizmu. Cała reszta z malutkim wyjątkiem (KNP) to lewica. Oczywista, czyli SLD i Ruch Palikota, udająca liberałów PO i niby prochłopska PSL.
Ta przydługa dygresja to próba uzmysłowienia incydentalnym czytelnikom, jak mało miejsca pozostawiono w Polsce miejsca dla niezależności myśli. Nawet tygodnik autorów niepokornych „Uważam Rze” nie zamieszcza tekstów otwarcie nieprzychylnych prezesowi Kaczyńskiemu. A jedynie on, „Gazeta Polska” i jej dziennik, „Nasz Dziennik” i niszowy „Najwyższy Czas” próbują przeciwdziałać reszcie tytułów mniej lub bardziej lewicowych. Od ocierających się czasami o centrum „Angorę” i „Wprost” przez „Newsweek” i „Politykę” po „Gazetę Wyborczą”, „Przekrój”, „Nie” i „Fakty i Mity” wszystkie te tytuły mają „serce po lewej stronie”. I wszystkie starają się wtłoczyć czytelnikom lewicowe widzenie świata. Próbują wyciągnąć z Polaków ciemnogród, a w zamian obdarować ich myśleniem opartym na tolerancji i otwartości na wszelkie mniejszości. Czyli Polacy mają tolerować wszystko prócz nietolerancji. Mało to logiczne, ale właściwe ludziom funkcjonującym w zgodzie z postępem. A taką wizję świata utwierdzają również publiczne radio i telewizja (tutaj i niepubliczne można spokojnie dołożyć).
Z powyższego tekstu wynika, że trudno być inteligentem. Rafał Ziemkiewicz określił inteligencję jednoznacznie: „Tak zwany inteligent to w siedmiu wypadkach na dziesięć istota absolutnie bezmyślna, niezdolna do jakichkolwiek samodzielnych procesów myślowych. Co usłyszy – to powtarza, i dumny jest ze swej przynależności do elit.” Więc może lepiej nie próbować nim być?
0 komentarze:
Prześlij komentarz