Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 9 listopada 2012

Brak pracy domowej

listopada 09, 2012 Posted by Onufry Okowita , , No comments
Słyszeliście o kolejnym pomyśle ministrów i urzędników zajmujących się edukacją? Wymyślili, że praca domowa nie jest do niczego potrzebna, więc trzeba zabronić jej zadawania. Kiedy próbuję sobie wyobrazić reakcję po ogłoszeniu, że powyższy pomysł wejdzie w życie „widzę” kilka scenek.
1. Uczniowie skaczą do góry i wrzeszczą, śmieją się, płaczą ze szczęścia...
2. Ich rodzice w te pędy gonią do monopolowego aby czym prędzej uczcić to wiekopomne wydarzenie. Jest co! Już nie będą wyrywać włosów z rozpaczy ślęcząc wraz z pociechami nad tymi cholernymi kajetami.
3. Całkiem duża grupa uważająca, że teraz to już całkiem gówniarze zdurnieją. Nie będą już mieć żadnych obowiązków!
4. Ci, którzy już mają to wszystko w dupie.
Lista oczywiście nie wyczerpuje zagadnienia. Ja próbuję się rozedrzeć między trzecią a czwartą możliwością, z przewagą trzeciej. Gówniarze zdurnieją! Ale bynajmniej nie z powodu nie zadawania pracy domowej. Wielokrotnie pisałem na tym blogu o tym, że Polacy (szczególnie ci młodzi) coraz mniej czytają, że oglądają coraz więcej durnowatych programów z tzw. talentami w rolach znaczących (chociaż zdarzają się prawdziwie utalentowani, jak pewien angielski sprzedawca telefonów komórkowych, czy nasz żołnierz). Od tego raczej nie przybywa rozumu... Zresztą o ile dobrze pamiętam to odrabianie pracy domowej nie należało do czynności ulubionych osiołkowego pismaka i nie mogły go do tego przekonać ani pas, ani kabel od prodiża, ani skakanka, ani wieszak, ani... perswazja. Z drugiej strony pamiętam niezwykle pracowite koleżanki, z pięknymi zeszytami, sumienne, z wyraźnym wstrętem do czytania, które skończyły edukację na zawodowej szkole handlowej.
Z drugiej strony utwierdzam się w przekonaniu, że sytuację może zmienić tylko kataklizm. Cywilizowany świat powoli, ale ciągle zmienia się. „Postęp” jest nieubłagany. Świadczy o tym choćby klęska Romneya z Obamą, ale i zachowania zwykłych ludzi. W tamtym tygodniu w jednym z amerykańskich banków miał miejsce bardzo interesujący napad. Złodziej zażądał 20 tysięcy dolarów, kasjer zapakował do torby pieniądze i „wszyscy” byliby zadowolenie gdyby nie to, że pieniędzy było o wiele mniej. Zdenerwowany rabuś po przeliczeniu kasy w mieszkaniu, zdenerwował się okrutnie i wrócił do banku po brakującą sumę. Zdeterminowany dobijał się do zamkniętego po przestępstwie punktu! Możecie powiedzieć, że przecież wszyscy wiedzą, że Amerykanie są debilami. A co powiecie na to, (wprawdzie to z innej beczki, ale...) że gdy dziennikarze radiowej trójki zrobili sondę uliczną pytając młodzież licealną o to z czym im się kojarzy 11 listopada i otrzymali w odpowiedzi ruszanie ramionami i głupie miny ewentualnie „Nie mam pojęcia”?

0 komentarze:

Prześlij komentarz