Tłumaczenie kłopotów szpitali borykających się z problemami finansowymi, a dokładniej z brakiem środków przyznanych przez NFZ, chęcią zdobycia przez nie większych kontraktów jest niezmiernie ciekawe. Takie racje radiowej trójce wyłuszczył dzisiaj w audycji „Za, a nawet przeciw” wiceminister zdrowia. Zdziwiło mnie to niezmiernie. Z tych słów można wysnuć wniosek, że ogromne kolejki do specjalistów, to też pomysł przychodni, które chcą zmusić NFZ do wyższych kontraktów. Jeśli dzisiaj lekarz pierwszego kontaktu po rutynowych badaniach wykryje u przysłowiowego Kowalskiego symptomy wskazujące na nowotwór, to dostanie się on do onkologa za pół roku albo później. A wtedy... No chyba, że wystraszony sięgnie do portfela swojego, albo swoich bliskich. Albo jest osobą wpływową.
Załóżmy jednak, że jest jednym z wielu, którzy nie są w stanie nic oszczędzić, bo jest osobą trudno nawiązującą kontakty społeczne, ergo starym kawalerem, dumnym i zamkniętym w sobie. Poza tym wynajem kawalerki i rachunki stałe pochłaniały większość wypłaty. Do tej pory raczej nie chorował, z leków refundowanych skorzystał bodaj ze dwa razy, gdy powaliła go blisko czterdziestostopniowa gorączka. Poddawał się również cyklicznym, przymusowym badaniom okresowym. Był zatem właściwie płatnikiem netto. Każdego roku, przez trzydzieści lat, oddawał w postaci przymusowych składek chorobowych po ponad tysiąc złotych. Wydawać by się mogło, że te ponad trzydzieści tysięcy PLN, powinno coś znaczyć. Niestety zostały one zmarnotrawione na apanaże zgrai urzędników, leki refundowane i leczenie obcych mu ludzi. Gdy przyszło mu zmierzyć się z rakiem musiał zacząć sprzedawać ukochane książki, które były jego jedynym luksusem. Wystarczyło na kilka prywatnych wizyt. Diagnoza potwierdziła się. Ale na leczenie szpitalne było za późno. Okazało się, że państwowa służba zdrowia to sakiewka bez dna, która nie zapewnia niemal niczego oprócz upokorzenia.
Historyjka banalna i wydumana przed chwilą. Założę się, że bez wątpienia znacie osoby, które pracując całe życie, nie są w stanie dostać się do lekarza specjalisty. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia przygotowało Ustawę o możliwości wykupienia dodatkowego ubezpieczenia. Czy im się już całkiem we łbach popierdo...? Wyciągają każdego miesiąca mnóstwo pieniędzy z kieszeni Polaków, marnują je, a teraz chcą jeszcze więcej? Przecież te pieniądze również znikną! Pacjentowi przyjdzie kupić sznurek, oczywiście bez refundacji, i na drzewo.
No ale człowiek w Polsce jest traktowany jak tresowany zwierzak. Wmówią mu każdą głupotę jeśli wystarczająco często pojawi się ona w wiadomościach w TV, radio i gazetach oraz durnych serialach. Wytresowali Cię Polaku tak, że nawet Ci do głowy nie przychodzi, że mógłbyś przestać płacić na służbę zdrowia, która zamiast leczyć, mnoży przeszkody. Że mógłbyś te pieniądze przechlać, przejeść, pójść na loda a potem pluć w brodę, że nie pomyślałeś o zdrowiu. Albo podpisać umowę z przychodnią i szpitalem oraz wpłacać im miesięcznie ową stówkę, czy też wpłacać miesięcznie do banku na wypadek poważniejszej choroby.
Ale żaden rząd nie miał zamiaru dać Tobie Polaku możliwości wyboru! Masz bulić i czekać pokornie miesiącami na to, aż wreszcie zbliży się termin wizyty. Masz jeszcze Polaku kiwać potulnie głową, rozkładać ręce i mówić: „Tak widać musi być!”
0 komentarze:
Prześlij komentarz