Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 8 grudnia 2012

Król Roger, NOSPR i Lublin

grudnia 08, 2012 Posted by Onufry Okowita , , , No comments
Kilka lat temu zmieniły się moje gusta muzyczne. Z metalu wszelkiej maści przeniosłem zainteresowania na filmową muzykę instrumentalną. Sepulturę zastąpił Morricone, Megadeath – Zimmer, Metallicę do czarnego albumu – Shore. Niedługo potem wsiąkłem w muzykę poważną, do której już podczas studiów pomalutku się przymierzałem, a największym afektem obdarzyłem operę. Mozart, Rossini, Donizetti, Mussogrski, Moniuszko, Wagner, Verdi i mój ulubiony – Puccini. Sieć jest ogromna więc co nieco znalazłem, ale ciągle było mi mało. Bibliotekę UMCS oskubałem z książek o historii muzyki, przewodników po operach i najlepszych nagraniach muzyki klasycznej. Mówię Wam istny szał. Muzyka klasyczna towarzyszyła mi prawie wszędzie. Wyłączałem ją tylko na czas zajęć i w kinie :) Jednego nie mogłem znaleźć w sieci: „Króla Rogera” Szymanowskiego. Na szczęście w czytelni muzycznej UMCS był. Zamknąłem się z nim w gabinecie i … to było zbyt wcześnie. Do Szymanowskiego, podobnie jak do Wagnera trzeba dojrzeć. Dziś mogę z ręką na sercu powiedzieć, że „Król Roger” zaczął mnie ruszać, „Pierścień Nibelungów” również.
Nie dziwię się zatem Hiszpanom, że zachwycili się dziełem polskiego kompozytora, który przyjechał do nich razem ze wspaniałym Mariuszem Kwietniem w roli tytułowej. „Król Roger" w Bilbao jest koprodukcją z Teatrem Wielkim w Poznaniu, który w programie przedstawienia figuruje jako współproducent dekoracji i kostiumów. Nie dziwi zatem, że po premierze inscenizacja miała zatem przenieść się do naszego pięknego kraju. W Poznaniu zmieniła się jednak dyrekcja i ... umowy i ustalenia poprzedniego szefa natychmiast przestały obowiązywać. Widać kolejna dyrekcja, która wyżej sra niż dupę ma.
Głupota dyrektorska niespecjalnie mnie dziwi, bo na najwyższych stanowiskach w instytucjach kulturalnych utrzymywanych z pieniędzy podatnika panują obyczaje zbliżone do fornalskich. Tu się wprawdzie nie piorą po pyskach, jak podczas wiejskich potańcówek, ale dąsów, wrzasków i wzajemnego obrażania jest mnóstwo, choć ponoć to wyższa kultura. Niemniej ciągle jeszcze denerwuje mnie, że widowisko z polską obsadą w polskim repertuarze odnosi sukces za granicą częściowo za pieniądze polskiego podatnika, a decydenci w imię swoich partykularnych interesów nie zamierzają pokazać opery polskiemu miłośnikowi muzyki.
Możecie powiedzieć: „A, to odosobniony przypadek”. A ja Wam powiem: „A, nieee!” Weźmy Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach. Nowa siedziba Orkiestry ma się zamknąć w kwocie 300 milionów zł. W porównaniu z kasą wyłożoną w Stadion Narodowy to mały Pikuś, ale siedziba podobnie do naszych stadionów nie będzie na siebie zarabiać. Z Waszych pieniędzy drodzy podatnicy finansowana będzie kolejna klapa. Przewaga Stadionu Narodowego nad siedzibą NOSPR polega na tym, że na stadionie będą rozgrywane mecze polskich kopaczy. Jerzy Jarnicki, naczelny „Muzyki 21” pisze: „Zakończenie tegorocznego sezonu w NOSPR było równie mało ambitne, jak cały sezon, i jak wszystkie poprzednie. Nic polskiego, nic odkrywczego. Nasi artyści dokonują odkryć z zagranicznymi orkiestrami, w zagranicznych salach koncertowych, w zagranicznych firmach płytowych, a u nas jak zwykle proza życia, nuda – bo przecież trudno nazwać inaczej program ostatniego przed wakacjami koncertu tej narodowej instytucji. IX Symfonia Dworzaka i II Koncert Rachmaninowa – czy tylko na tyle stać włodarzy tej instytucji, z którą rozsławiał muzykę polską Grzegorz Fitelberg? I nawet polska premiera utworu Silhouette Arvo Pärta niewiele tu zmienia. Czy zespół mający w nazwie odwołanie do „Narodu” i do „Polski”, by nie było wątpliwości o jaki naród chodzi, nie może więcej uwagi poświęcić naszej kulturze? Czy po to jest budowana za prawie 300 mln zł nowa siedziba, by grać w niej od czasu do czasu banalny repertuar? Oczywiście, jeśli władze NOSPR robią to na własny rachunek to nic nam do tego. Ale jak na razie robią to na nasz, podatników, rachunek i nic nie wskazuje na to, by się to zmieniło.”
A od siebie dodam, że podobna sytuacja panuje w innych dużych polskich miastach, które są stałymi siedzibami orkiestr i utrzymują okazałe budynki filharmonii. Czasem zdarzają się miłe wyjątki jak niedawno w Filharmonii Lubelskiej, która jeden wieczór (100. rocznica śmierci) poświęciła rodzimemu kompozytorowi – Józefowi Wieniawskiemu młodszemu bratu wielkiego Henryka.

0 komentarze:

Prześlij komentarz