Gdy wyszedł spod prysznica, jak każdego ranka zerknął w lustro. Zbliżał się do czterdziestki i swoją wagę kontrolował właśnie spoglądając na odbicie, które bez litości ukazywało mu wielkość brzucha. I jak co dzień musiał przetrzeć zaparowaną powierzchnię zwierciadła. W radio akurat podawali, że marszałek Kopacz zafundowała sobie i swoim zastępcom roczne premie. Resztki włosów podniosły się w proteście.
- Spokojnie – mruknął. - Udławią się nimi...
Spojrzał w lustro i zmartwiał. Na brzuchu pojawiły mu wałki i wałeczki. Przysiadł na desce klozetowej złożony nagłą niemocą. Złapał się dłońmi za głowę i zarządził:
- No, Pasibrzuchu. Pora wrócić do treningów.
Ubrał się w dres, na grzbiet zarzucił sportową kurtkę, zaś nogi włożył w gumofilce. Z szopy wyciągnął sanki, na które położył mały worek wypełniony zbożem. Spojrzał w stronę lasu i postanowił, że kilometr tam i kilometr z powrotem na początek wystarczą. Już pierwsze kroki w śniegu sięgającym kolan potwierdzały, że będzie to trudna przechadzka.
Po trzech godzinach wrócił. Zmierzył puls i przestraszył się nie na żarty. Prawie dwieście uderzeń tłumaczyło przepocony do cna ubiór.
Wszedł do domu, odkręcił kurki prysznica i popatrzył w lustro. Podkrążone oczy potwierdzały, że przesadził. Skierował spojrzenie niżej i zdumiał się. Wałki i wałeczki zniknęły, jakby ich nigdy nie było. Wtem w radio usłyszał jak Kuba Strzyczkowski pyta o zasadność premii przyznanych przez marszałek Kopacz. W tym samym momencie odbicie jego brzucha w lustrze znowu dostało wałków. Roześmiał się gorzko. Nawet lustro się zmarszczyło na wieść o tym burdelu na Wiejskiej.
0 komentarze:
Prześlij komentarz