Szkolnictwo wyższe leży i kwiczy, niczym wieprzak przed kastracją. Licencjaty i magisterki produkowane są masowo, ale nie stoi za nimi zbyt wiele. Owszem specjalistyczna wiedza jest egzekwowana na egzaminach, ale wiedza o współczesnym świecie bardzo kuleje. W główkach decydujących o nauczaniu uniwersyteckim pokutuje przekonanie, że jest ona zbędna. W efekcie mury uczelni opuszczają ludzie o ograniczonym światopoglądzie. Jeśli absolwent sam się nie dokształcał i nie pisał osobiście pracy dyplomowej, będzie wygłaszał bzdury. I na dodatek będzie w nie wierzył.
Największą bzdurą, w którą wierzą młodzi, wykształceni, których swego czasu Ludwik Dorn nazwał wykształciuchami, jest to, że Polska jest krajem demokratycznym. Urażeni ostatnim zdaniem, mogą wrzasnąć:
- Ale pieprzycie Zieliński! Są wybory lokalne, parlamentarne, prezydenckie? Są! Więc mamy demokrację! A Wy pieprzycie Zieliński jak potłuczony!
Owszem wybory są. Wiecie jednak na kogo w tych wyborach oddajecie głos? W jaki sposób osobnik ten trafił na listy wyborcze? Czym zasłużył się dla Waszego miasta czy regionu, że zgłosił swoją kandydaturę? Kto zdecydował o kolejności na liście? I czy wiecie jak nazywają się posłowie i posłanki, którzy trafili do parlamentu z Waszego regionu?
Oczywiście jeśli jesteście absolwentami politologii lub administracji, należycie do partii, albo polityka jest Waszym konikiem będziecie w stanie odpowiedzieć na postawione wyżej pytania. Przypuszczam, że cała reszta bez wujka google'a nie da sobie z nimi rady.
W gruncie rzeczy niespecjalnie się temu dziwię. Wierne układowi merdia powtarzają z uporem maniaka jakim to wolnym i demokratycznym krajem jest Polska. I jak dużo do demokracji brakuje Białorusi, Rosji i Ukrainie.
Chociaż może rzeczywiście Zieliński pieprzy bez sensu, więc niech będzie mu skonstatować:
DEMKRACJA – SRACJA!!!
0 komentarze:
Prześlij komentarz