„13 października 2012 roku, hydraulik Joachim K., na prostym odcinku ul. Tysiąclecia zjechał z szosy i uderzył w latarnię. Pierwsze badania przeprowadzone przez funkcjonariuszy drogówki wykazały alkohol w powietrzu wydychanym przez sprawcę. Bardziej szczegółowe badania potwierdziły, że w jego krwi znajduje się 1,23 promila alkoholu. Hydraulik zdecydował o dobrowolnym poddaniu się karze. Zaproponował 6 miesięcy prac społecznych i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych przez 2 lata. Prokuratura nie zgodziła się i sąd na wczorajszej rozprawie zasądził karę grzywny w wysokości 5 tys. zł., 3 lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych i 9 miesięcy prac społecznych.”
Od razu zaznaczam, że jest to wydumka. W żadnej gazecie nie przeczytałem tak sensacyjnego doniesienia o podpitym hydrauliku, który zniszczył samochód o latarnię. Równie niewytłumaczalne jest to, że gazety nie piszą o prowadzącej pod wpływem alkoholu urzędniczce, budowlańcu czy przedstawicielach dziesiątków innych zawodów. Wystarczy jednak, że przydybią posła, posłankę, księdza, czy zakonnicę gdy prasa, portale internetowe, blogi i serwisy społecznościowe aż kipią od oburzenia.
Dlaczego? Przecież to tacy sami ludzie jak krawcowe, sprzedawcy czy nauczyciele. Tak samo piją i jedzą, tak samo filtrują i trawią. Tak samo wydalają. I tak samo siadają za kółko po pijaku. Czyli są tak samo durnowaci i nieodpowiedzialni. Tymczasem każdy taki incydent wywołuje klangor w merdiach, osobliwie w „Głosie Cadyka”.
Wynika z tego ciekawy paradoks. Wszyscy ludzie mają być ponoć według założyciela „Wybiórczej” i jego podnóżków równi, tymczasem łeż to i banialuki. Samo to, że „Gazeta” podnosi klangor, gdy tylko jakiś duchowny przeskrobie coś przeciw prawu czy obyczajom, świadczy o tym, że w świadomości zatrudnionych w niej dziennikarzy, są oni równiejsi. A może się mylę?
0 komentarze:
Prześlij komentarz