Króciutko. Kolejny tekst o śmieciach nie może być długi. Bo śmieci są przecież takie mało istotne. Bo co wynika z tego, że teraz już każde gospodarstwo domowe będzie musiało podpisać umowę z firmą komunalną, która wygra przetarg. A właściwie taką wybraną przez lokalną wierchuszkę. Z tłumaczeń, które były prezentowane w merdiach wynika, że ustawa ma między innymi służyć ochronie przyrody. Bo jeśli masz człowieku kosz na odpadki i podpisaną umowę na wywóz śmieci, to już ich nie wywieziesz do lasu. Może z tego wynikać, że podpisana umowa równa się czysty las. Proste?
I tak, i nie. Może rzeczywiście w lasach będzie czyściej, bo znajdą się tam jedynie połamane plastikowe krzesła, zepsute lodówki, telewizory i monitory oraz inne elementy umeblowania czy elektroniki. Ale dlaczego, skoro umowę mają podpisać wszystkie domostwa, ma być dwa albo trzy razy drożej niż wtedy, jak było do niedawna? Śmierdzi mi to bardziej niż rozkładająca się maciora w przydrożnym rowie w letni dzień.
Śmierdzi oczywiście wziątkami dla urzędników, większymi podatkami z firm śmieciowych, ale i próbą przykrycia niekompetencji. Łatwiej wydoić mieszkańców niźli złapać wywożącego śmieci idiotę. Poza tym jakoś dziwnie wiąże się wejście w życie ustawy śmieciowej z zamykaniem małych posterunków policji. Wprawdzie gliniarze w pipidówkach odrobinę ściemniają, ale w razie potrzeby szybciej przyjadą, niż ci z miasta powiatowego. A rząd tyle szczeka o bezpieczeństwie... Ech, żal.
0 komentarze:
Prześlij komentarz