Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 1 lutego 2013

Eurosocjalizm wg nastolatka

lutego 01, 2013 Posted by Onufry Okowita , , No comments
Prawie 3 lata temu laureatem Konkursu Wiedzy o Unii Europejskiej został ówczesny maturzysta Jędrzej Piątek. Swój esej nacechował licznymi wątpliwościami skierowanymi w stronę funkcjonowania i przyszłości biurokratycznego giganta. Tekst rozpoczął cytat:
Mieszkańcy Europy stanowią na świecie jedną, wspólną rodzinę. Dlatego wyobrażenie, że w tak ograniczonym domu, jakim jest Europa, utrzymanie różnego porządku prawnego i różnych wartości dla jednej wspólnoty mieszkańców, jest wyobrażeniem fałszywym.”
Prawda, że trafny? Czy zidentyfikujecie autora? W dobie rządów wujka G. nie będzie to trudne.
Przywołam tutaj fragment, po lekturze którego zorientujecie się, że jest to wypowiedź nad wyraz przemyślana i dojrzała. O ile sobie przypominam siebie w wieku maturalnym, prawdopodobnie nie zdobyłbym się na tekst tak wysokiej próby.
Gdy patrzy się z bliska na UE, widać jak na dłoni, że zasłony idei demokracji, wolności, wolnego rynku i równych szans są bardzo cienkie i tylko niezdarnie próbują ukryć prawdziwą twarz socjalistycznego, totalitaryzującego się z wolna, biurokratycznego molocha. Aby nie być gołosłownym, jak mają to w zwyczaju politycy „europejskiego” formatu, przyprawię mą opinię garścią faktów. Czy mamy do czynienia z demokracją, gdy jawnie nie uznaje się wyników referendum i lekceważy się zdanie obywateli pozostałych państw, przepychając dalej traktat lizboński w głosowaniach parlamentarnych zamiast ogólnonarodowych? Czy mamy do czynienia z wolnością, gdy brukselscy urzędnicy chcą decydować za nas, jak głośno możemy słuchać muzyki w słuchawkach własnych odtwarzaczy, jakich żarówek mamy używać we własnych domach albo które banany są dla naszych żołądków najodpowiedniejsze? To wiemy najlepiej my sami, a nie eurokomisarz ds. czegokolwiek. Czy mamy do czynienia z wolnym rynkiem, gdy bezsprzecznie zbędne regulacje – vide „Narodowy Cel Wskaźnikowy”, określający obowiązkowy poziom biokomponentów w paliwach i wymuszający, co za tym idzie, tworzenie nieuzasadnionego ekonomicznie rynku biopaliw oraz tym podobne przepisy – kosztują przeciętnie zwykłego obywatela UE 2460 rocznie (wyliczenia Brytyjczyków – D. Craiga i M. Elliota). Czy mamy do czynienia z równymi szansami, gdy francuskie stocznie i koncerny samochodowe są pompowane publiczne pieniądze – oczywiście za pozwoleniem miłościwie nam panującej Komisji Europejskiej – a w tym samym czasie polskie stocznie upadają w wyniku kar nałożonych przez tą samą KE za taką samą pomoc publiczną?”

0 komentarze:

Prześlij komentarz