Używaliście kiedyś rumianka, szałwii, waleriany, echinacei, dziurawca czy wiciokrzewu japońskiego? Pomagało? Było w rozsądnej cenie i nie szkodziło? Super. Chyba jednak powinniście zapomnieć o ich stosowaniu. Bo od minionego weekendu obowiązuje w krajach wchodzących w skład Związku Zjednoczonych Republik Europy wprowadzono prawo delegalizujące setki naturalnych ziół leczniczych, które stosowano od setek, jeśli nie tysięcy lat.
Więc, gdy mi zapuchnie dziąsło, zamiast zaparzyć szałwię, będę musiał udać się do lekarza, ten wystawi receptę i będę musiał kupić specyfik wyprodukowany przez jeden z koncernów farmaceutycznych. Gdy zaczerwieni się oko od pracy przy komputerze, zamiast zaparzyć rumianek albo świetlik, będę musiał ponownie udać się po receptę. Gdy nie będę mógł usnąć, odczekam do rana i pójdę do łapiducha po receptę. Mądre to? Komu ma to służyć?
Nam oczywiście. Nam, czyli Europejczykom ma służyć. Bo stosowanie ziół może być niebezpieczne. Bo bez kontroli i dokładnego opisu ich stosowania może się zdarzyć tragedia! A zatem, według nowej dyrektywy ZSRE (UE), lekarstwa pochodzenia ziołowego będą musiały być rejestrowane. Produkty będą musiały spełniać kryteria bezpieczeństwa, jakości i standardów produkcji. Dodatkowym wymogiem jest także dołączanie do produktów informacji o możliwych skutkach ubocznych.
A co się stanie, gdy posiejemy w ogródku przed domem kilka ziół w celu ich zasuszenia? Wpadnie oddział antyterrorystów, rzuci na glebę, skuje łapy za plecami i wrzuci do pudła, a w lokalnej gazecie pojawi się wzmianka, że aresztowano Piotra Z. w stosunku do którego zachodzi podejrzenie, że może wprowadzić do obiegu 500 gram szałwii i cztery pęczki rumianka? Wy tam w Brukseli młoteczek w rękę i w baniak!!! Porządnie!
Ale to i tak zapewne nie pomoże. KTOŚ KOMUŚ dał w łapę, a inny KTOŚ będzie teraz czekał na posmarowanie w procesie rejestracji ziołowego specyfiku. Proste?
A teraz pytanie: co stanie się z lubelskim Herbapolem i setkami innych producentów wprowadzających na rynek te niezwykle szkodliwe ziółka? Bo o tysiącach zbieraczy ziółek i rolnikach uprawiających zioła chyba nie warto wspominać (Tusku ma ich w zakończeniu jelita grubego).
0 komentarze:
Prześlij komentarz