Nie wiadomo dlaczego, ale przyszło mi dziś na myśl małżeństwo. Rzecz jasna nie moje, bo swoją nań szansę z różnych względów spieprzyłem pokazowo. Uściślając chodzi mi o kwestie terminologiczne, bo rozmyślając o małżeństwie trafiłem na taką właśnie „barierę informacyjną”. Orientuję się z grubsza, że małżeństwo tworzą dwie osoby, z których jedna to mąż, a druga – żona. W naszym dziwacznie ułożonym świecie rolę męża pełni mężczyzna, zaś kobieta odgrywa żonę. To rozumiem bez trudu. Wszak niedawno do naszego dziwacznie urządzonego świata przeniknęły nowe idee. I właśnie one zburzyły moje zrozumienie i wywołały, zrozumiały chyba, chaos.
Otóż z bardziej światłych krain, z których wypleniono np. zamykając w gettach, podobnych mi ciemnogrodzian, docierają zastanawiające informacje. A to, że w Stanach Zjednoczonych albo we Francji na ślubnym kobiercu mogą stawać dwie kobiety lub dwaj mężczyźni, a to że pedofilię zaczęto traktować w Kanadzie jak orientację seksualną. Ta druga sprawa za bardzo mnie trzęsie, więc wrócę do wspomnianej bariery informacyjnej, która sprawiła mojej skromnej osobie, a przypuszczam, że nie tylko mojej, tyle zamętu.
Bo jak tu sobie wyimaginować w jaki sposób będą na swoich życiowych partnerów i partnerki mówić... hmmm ich partnerzy i partnerki? No jak będzie mówił Chris na Johna? Mój mąż? Moja żona? A Catherine na Annette? Od czego to będzie zależeć? A gdy sam będę musiał zapytać Grześka co słychać u Jaśka – Twojej ukochanej żony? Przecież skisnę ze śmiechu...
Gdy przypadkiem tekst ten przeczyta jakiś gej od razu włoży mnie do szufladki z napisem „homofoby”. Myślę, że nie będzie miał racji, wszak homoseksualiści nie wzbudzają we mnie lęku, nie powodują specyficznych reakcji fizjologicznych, oprócz zakłopotania, czy nerwowego uśmieszku. Ale stop! Jest grupa homoseksualistów, która powoduje zaciśnięcie pięści. To wojujący geje, którzy dążą do maksymalizacji napięcia między wszystkimi homoseksualistami, których przedstawicielami się ogłosili a całą resztą świata. Przenikając ze swoim „przesłaniem” do niewyrobionych umysłów poprzez media oraz sztukę, najchętniej filmową. Wywołują w odbiorcach wrażenie, że należą oni (odbiorcy rzecz jasna) do grona osobników zacofanych, zamkniętych na nowe. Ci, którzy z różnych przyczyn oprą się wieloletniemu bombardowaniu poprawnością polityczną, zostają dodani do grona ciemnogrodzian, albo jeszcze gorzej do ich największych wrogów – homofobów.
Dzięki swoistej pracy u podstaw wszelkie słowa krytyki skierowane w środowiska gejowskie, czy transseksualne powodują wściekły klangor. Nawet problemy systemów emerytalnych w Zjednoczonej Europie, którym w tradycyjny sposób homoseksualiści nie zaradzą, mogą być wykorzystane w służbie słusznej sprawy. Jestem przekonany, że lobby gejowskie nie spocznie, aż nie przekona wystarczającego grona pożytecznych idiotów, że nie tylko sztuczne zapłodnienie, zapłodnienie in vitro, ale i opłacenie surykatek powinno być opłacane z pieniędzy podatników. A na to trzeba powiedzieć VETO!
Pięknie ujęte! Popieram. Chociaż podejrzewam, że chodziło o opłacenie surogatek, a nie surykatek :) Nie żebym miała coś przeciw surykatkom :) żeby pozostać w tym temacie - uśmiałam się z surykatek jak norka :)
OdpowiedzUsuńPomyśleć jedno, napisać co innego. Grunt, że uśmiech wywołało, a nie donos do wojujących ekologów :)
Usuń