Minister, ups ministra sportu naszego pięknego kraju jest postacią zagadkową. Do „wielkiej” polityki trafiła z Lublina, a jak powszechnie wiadomo w skali kraju, czasem i Europy, mocne są tylko szczypiornistki, kulturyści, wyciskający na ławie i bokserka. Zatem powołanie do rządu na stanowisko szefa krajowego sportu osoby pochodzącej ze sportowego zadupia było mało rozsądne, zaś powołanie kobiety, która nie miała o zawodach agonalnych zielonego pojęcia było piramidalną głupotą.
Nie mogło zatem dziwić, gdy niemal każda wypowiedź ministry wywoływała rechot nie tylko kibiców. Również decyzje, które próbowała podjąć spotykały się z co najmniej małym zrozumieniem, za przykład może posłużyć fakt, że szefem Narodowego Cetrum Sportu chciała zrobić szefa sieci zakładów fryzjerskich, jej zdaniem prężnego menadżera.
Podobnej próby jest jej reakcja na liczbę medali przywiezionych z olimpiady w Londynie. Wraz z równie obeznanymi w realiach sportowych podwładnymi wymyśliła i ogłosiła (już sama) receptę na klęskę. Otóż podzieliła ona dyscypliny olimpijskie na takie, w których polscy sportowcy mają realne szanse na medale oraz pozostałe. W efekcie kasa popłynie do tych dyscyplin, które mają szanse. Resztę może trafić szlag.
Żeby było bardziej interesująco obiecała, że liczba obiecujących dyscyplin może wzrosnąć, gdy sportowcy z pozostałych dyscyplin zdobędą, na ważnych zawodach międzynarodowych, medale. Wtedy ministra może taką pozostałą dyscyplinę uznać za rokującą nadzieję i sypnąć kasą.
Całkiem niedawno na mistrzostwach świata w biatlonie reprezentantki Polski zdobyły dwa medale, srebrny i brązowy. Na okrasę nasze biatlonistki plasowały się zarówno na mistrzostwach, jak i na zawodach pucharu świata, zawsze w czołówce. O emocjach, jakie wywoływały w kibicach świadczy rozmowa dwóch dziennikarzy radiowej trójki, którzy szybsze bicie serca odnotowują podczas oglądania pogoni 22 żelusiów za jedną piłką po zielonej murawie boiska. Otóż dwaj panowie przyznali, że nie spodziewali się, że biatlon może dostarczyć tylu emocji, co mnie dziwi, bo kto jak kto, ale komentatorzy sportowi powinni pamiętać srebrny medal Tomasza Sikory zdobyty na mediolańskiej olimpiadzie.
Wydawać by się mogło, że medale mistrzostw świata powinny zmusić ministrę do uznania biatlonu kobiecego za godnego awansowania z grona dyscyplin pozostałych. Ale ministra Mucha uznała, że to wypadek przy pracy i dziewczynom poszczęściło się. Zatem z dodatkowej kasy nici. Bo fajtłapkom udało się zdobyć dwa medale na mistrzostwach świata. Ministro Mucho, za złamanie obietnicy i węża w kieszeni, młoteczek w rączkę i w cymbał ze trzy razy. I jeszcze trzy za naśladowanie swoich poprzedników w NRD i Chinach Ludowych!

0 komentarze:
Prześlij komentarz