Do profesorki Uniwersytetu Warszawskiego, etyczki, filozofki, publicystki (podaję za „Wprost”) Magdaleny Środy napisała pani Barbara. W swym liście wyjaśnia, że „sercem jest po stronie lewicy, postępu oraz feministek", ale rozumem musi być po stronie prawicy. Nie dlatego, że bardziej do niej trafia program polityczny Prawa i Sprawiedliwości, ale dlatego, że rozumie jego język. Ładny to język, prosty, przede wszystkim zrozumiały „bez encyklopedii". Prosty człowiek - pisze pani Barbara - „męczy się niezrozumieniem", a nie będzie sprawdzał w słownikach, co znaczy „równość płci'', „euro'', „parytet" albo „tolerancja". Gdyby feministki powiedziały wprost: „Kobieto, nie daj chłopu, aby Tobą pomiatał", toby miały jakieś efekty, a tak efekty ma poseł Kłopotek, który mówi: „Chłopy, czy was pogięło?".
Sam dodałbym do tego termin „gender”, który ma ponoć zastąpić w podręcznikach szkolnych „rodzinę”. Termin ten jest o tyle męczący, że ni cholery nie jestem w stanie zapamiętać co on u diabła znaczy. Ciągłe sprawdzanie w googlowym wujku jest co najmniej frustrujące. Ale wracając do rzeczy, profesorka zastanawia się: Kto rozumie język „postępowców" ? Kto rozumie „Krytykę Polityczną"? Kto w ogóle pojmuje, co się dzieje na lewicy? Czymże jest dziś postęp, którego wyrzeka się nawet Donald Tusk? Trzeba o tym czytać, dyskutować, studiować ... Tymczasem w PiS nie ma nic do przeczytania, nic do dyskusji czy zrozumienia. PiS jest wyraziste, wszystkowiedzące, a przede wszystkim - bardzo łatwe w odbiorze.
Muszę przyznać, że w powyższych wywodach jest spora doza racji. Zapewne zgodziłbym się całkowicie, gdyby nie jeden drobniutki haczyk, którym jest dalszy ciąg felietonu (bo wiedzę o liście pani Barbary posiadłem dzięki lekturze felietonu etyczki zawartego w 13 numerze „Wprost”). Otóż filozofka utożsamia PiS z prawicą. Na początku to PiS jest wyraziste i wszystkowiedzące, ale po chwili miejsce PiS zajmuje prawica, która: mówi tonem obwieszczeń, deklaracji i suchych „faktów". Wie, jak jest, jak było i jak ma być. Kto jest zdrajcą, a kto zbawicielem. Kto zdrowy, a kto chory. Jak rozwiązać wszystkie problemy, nie przeciążając głowy wiedzą, a narracji politycznej - refleksją i wątpliwościami. Język prawicy stanowi zbiór prostych zaklęć. Wszystko jest jakby przemową i wszystko dzieje się publicznie, ex cathedra. Język ten nie znosi komplikacji, refleksyjności, a nawet reguł wnioskowania. Jest hasłowy i monotonny. Nie pojawiają się w nim nowe słowa, nowe fakty ani problemy. Przeciwnie - język ten cieszy się doskonałym ubóstwem. Jest „wrak", „zdrada", „zdrajca" i „ojczyzna zagrożona". Są „zdrowi i normalni", „chorzy i zboczeni". Wiadomo, gdzie jest „Prawda'', a gdzie śpi szatan. I Bóg jest, co stoi po stronie wodza. A Bóg jest prosty, „rydzykowy'', a nie jakiś teologiczny.
Otóż muszę publicystce powiedzieć jako ten prosty chłop: - Pieprzycie od rzeczy niewiasto! Wydaje mi się, że profesorka Uniwersytetu Warszawskiego wolałaby określenie „wiedząca” lub wiedź..., ale biorąc ciężkie pieniądze za takie banialuki nie zasługuje na nie. PiS z prawicą łączy niewiele więcej jak kościół i próba zachowania pamięci o historii o czym profesorka największej uczelni w Polsce powinna znakomicie wiedzieć. I przypuszczam, że wie, ale ogrywa swoją rolę guru feministek i całej reszty lewaków, więc posługuje się językiem właściwym dla „Antify”. Zaś przypominając swoim czytelnikom o twórczości Pawła Kukiza sprzed 20 lat ustawia siebie mentalnie w jednym szeregu z prawicowcami judzącymi na biłgorajskiego arlekina:
„Kukiz się zbliża, już puka do twych drzwi, pobiegnij go przywitać, niech wino w ręku drży. O szczęście niepojęte, sam Kukiz odwiedza mnie ....”.
0 komentarze:
Prześlij komentarz