Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 21 marca 2013

Ten wstrętny kapitalizm cd.

marca 21, 2013 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Skończyłem poprzedni tekst na nagłym wybuchu przedsiębiorczości na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Mali przedsiębiorcy, którzy zapragnęli rozwijać biznes i nie mieli na to gotówki, postąpili tak jak to mieli w zwyczaju przedsiębiorcy w krajach Zachodu. Poszli do banku i bez większych trudności uzyskali kredyt. Jako, że w międzyczasie przypałętała się inflacja, ministrem finansów został „geniusz” Leszek Balcerowicz, który miał ją zdusić. W efekcie wydumany został tzw. plan Balcerowicza. Pozbawił on oszczędności (niektórzy twierdzą, że był to efekt inflacji i częściowo mogą mieć rację) zgromadzonych na książeczkach mieszkaniowych setki tysięcy ludzi. Największym skurwysyństwem była jednak inna wydumka „geniusza” finansów. Według Waldemara Łysiaka: „Tysiące ludzi poszły z torbami (część poszła również na barykady watażki Leppera), gdy za finansowych rządów Balcerowicza kazano im spłacać kredyty oprocentowane znienacka ponownie (odgórnie) kilkaset razy wyżej niż figurowało w umowach zawartych między bankiem a kredytobiorcą!!! Było to terrorystyczne bezprawie wobec obywateli - bezprawie ze strony państwa gwałcącego uczciwość za pomocą bandyckich przepisów.”
Stanisław Michalkiewicz, którego swego czasu wychłostałem grubymi słowy, wyjaśnił to następująco: „Plan Balcerowicza obejmował min. ustawę o uporządkowaniu stosunków kredytowych. Ustawa wprowadzała tzw. zmienną stopę oprocentowania. Jeśli np. bank zawarł z klientem umowę kredytową przewidującą 4 proc. rocznie, to zmienna stopa oprocentowania wprowadzała 40 proc. miesięcznie. Wskutek tego kredytobiorcy, wśród których przeważali zamożni chłopi oraz rzemieślnicy i drobni przedsiębiorcy, w jednej chwili znaleźli się na skraju bankructwa”.
Muszę tu dodać, że ci bardziej łatwowierni, między innymi mój ojciec, stracili niemal cały dorobek swojego życia. Pewnie to odrobinę wypacza moje spojrzenie na „geniusza” profesora Balcerowicza, niemniej uważam, że zarówno on, jak i cała ówczesna ekipa rządowa powinna wylądować na ciężkich robotach w kamieniołomach.
Od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kolejne rządy wraz z aparatem urzędniczym coraz mocniej zaciskają pętlę wokół karków przedsiębiorców, tworząc coraz to nowe ustawy i nowelizacje, na których wzbogacają się zamawiający buble oligarchowie, ci, którzy te legislacyjne śmiecie przepychali w sejmie oraz ci, którzy redagowali ostateczny ich tekst przed oddaniem ich do druku w Dzienniku Ustaw.
W efekcie powstało prawo tak skomplikowane, że bez podpisania umowy z biurem rachunkowym funkcjonowanie małej firmy w świecie biznesu jest właściwie niemożliwe. Oznacza to, że uczciwy człowiek nie ma czego szukać w świecie interesów. Aby przetrwać przedsiębiorcy muszą kombinować z fakturami, zatrudniać na czarno, a w najlepszym przypadku na umowy śmieciowe. W efekcie, biorąc pod uwagę całokształt, niemal każdego przedsiębiorę może gorliwy urzędnik wysłać pod most z próżnymi kieszeniami, albo do aresztu wydobywczego.
Co ciekawsze przed wszystkimi chyba wyborami parlamentarnymi partie polityczne szermują hasłami o odchudzeniu biurokracji, zmniejszeniu zadłużenia, przejrzystego prawa, zaś po przejęciu władzy postępują odwrotnie. Liczba urzędników zatrudnionych przez ministerstwa, urzędy państwowe i samorządy jest absurdalna i wraz z postępującą komputeryzacją ciągle rośnie, odwrotnie do wolności gospodarczej.
PIT, CIT, VAT, akcyzy, ZUS i mnóstwo innych regulacji powodują to, że pełen zapału człowiek przestrzegający przykazań zmienia się w cwaniaka, kombinatora, czy oszusta. Aby zapewnić sobie i swojej rodzinie w miarę wygodne życie musi wszystkich dookoła wycyckać. Bez litości, z obleśnym rechotem.
Warto tutaj zadać sobie pytanie czy gdyby przeciętny przedsiębiorca funkcjonował w kraju gdzie prawo byłoby proste, podatki niskie i gdzie nie musiałby opłacać emerytur nie tylko swoim pracownikom, ale np Ubekom, czy „geniuszowi” Balcerowiczowi, byłby on dalej takim samym cwaniakiem?
Nie jestem z tego co napisałem specjalnie zadowolony. Problem jest strasznie złożony, tym bardziej, że ludzie nie są ukształtowani z jednej sztancy. Zawsze trafi się bydlę, które niczym bohater „Opowieści wigilijnej” będzie wykorzystywało swoich pracowników bez skrupułów. Niemniej uważam, że „rynek” potrafiłby sobie poradzić z podobnymi im, choćby poprzez plotki odstraszające przed złożeniem u nich CV. Ale to zupełnie inna historia...

0 komentarze:

Prześlij komentarz