Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Miszmasz z książką w tle

kwietnia 23, 2013 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Dziwne zestawienie. Przynajmniej dla mnie. O ile mnie pamięć nie myli sławetne prawa autorskie zostały ustanowione na mocy konwencji berneńskiej pod koniec dziewiętnastego wieku. Od tego momentu otoczono ochroną wydawców i autorów, zaś kulturze nałożono kajdany. Wiem, że to dyskusyjne ale...
Gdy spróbujemy wziąć pod uwagę muzykę i porównamy liczbę dzieł stworzonych przez popularnych twórców z początku XIX i XXI wieku będziemy musieli skonstatować, że mamy wielką lipę. Tak to nie ten poziom, ale spróbujcie porównać w Wikipedii jak wiele musiał tworzyć Mozart, żeby żyć na niezłym poziomie i jak mało mogą tworzyć muzycy z, niech będzie, Metalliki aby pływać w forsie? Mozart nie był chroniony prawami autorskimi i dzięki temu mogę dzisiaj delektować się czterdziestopłytowym boksikiem, a to wcale nie jest wszystko (o Bachu nie wspominam :)
Podobnie było w pisarstwie. Niedawno miałem okazję oglądać film o ubóstwianym przeze mnie Edgarze Alanie Poe ze świetnym Johnem Cussackiem i uderzyło mnie, że w momencie kryzysu pisarzowi nie chcieli już dawać na kreskę gorzały w knajpie. A miał tylko lekki kryzys twórczy. W owym czasie Poe był supergwiazdą, coś jak Dan Brown po publikacji głośnego bestselleru „Kod da Vinci” (swoją drogą kiepskawego). Wyobrażacie sobie aby Brownowi brakło kasy na cokolwiek, szczególnie po tym, gdy Hollywood rzuciło mu na stół grubaśne sakiewki za prawa do ekranizacji?
Gdy dumam nad tymi problemami przychodzi mi również na myśl tak bardzo dzisiaj popularna kwestia równości. Siły stojące za propagandą równości dłubią przy ograniczeniu wolności. ACTA wprawdzie upadło, ale to co zakładało zostanie, lub już zostało, uchwalone oddzielnie. Ograniczenie wolności w dostępie do dóbr kultury i jednocześnie propagowanie równości. Paranoja.
Przy okazji tego pięknego dnia muszę coś odszczekać. Niedawno żołądkowałem się na Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Lublinie w związku z licznymi ograniczeniami w dostępie do serwisów społecznościowych. Okazuje się, że to wynik działania pewnej specyficznej grupy użytkowników, których można śmiało nazwać trollami – idiotami. Piszą tacy z Łopaty komentarze nacechowane mową nienawiści, wrzucają baardzo kreatywne filmiki do serwisów filmowych, a nawet kurwiają ministrów. A gdzie wiodą ślady? I co może zrobić mądrutki minister? Gnoju! A potem Zieliński się wkur... i pisze banialuki.
Na pohybel idiotom wszelkiej maści.

0 komentarze:

Prześlij komentarz