Jacek Piekara nie jest wybitnym pisarzem. Gdybym miał okazję i go o to zapytał, pewnie przyznałby mi rację. Mimo że jego pisarstwo nie jest wybitne, to jednak gdy tylko coś wyda lecę, pędzę i zaraz czytam. Po prostu trafia w moje gusta. Odwrotnie niż „arcydzieła” Pilcha czy Tokarczuk. Wydany niedawno „Szubienicznik” przyniósł kilka świetnych fragmentów, w których swoim zwyczajem autor komentuje dzisiejszy świat, mimo że akcja jest osadzona niedługo po bitwie pod Wiedniem. Jeden z bohaterów opowiada o swojej matce:
Bowiem mateczka moja, świeć Panie nad jej duszą, choć była niewiastą niezwykle bogobojną, twierdziła, że do Boga wcale nie trzeba modlić się w marmurowych kościołach czy innych alabastrowych kaplicach, a ksiądz równie dobrze może chodzić w wełnie, nie w jedwabiach i aksamitach. Moja nieobecna bezbożna duszyczka aż zadrżała z rozkoszy. Ot jak trafił! Prosto w okienko! Gdy spoglądam na jakiegokolwiek plebana to aż szlag mnie trafia. Zawsze taki marudzi, że kościół biedny, że remonty kosztują, że dach się sypie, ż elewacja zniszczona, że ołtarz nie ubrany, że rachunki za prąd, że dupa Maryny. Inny poziom reprezentują purpuraci. Takiemu nie wypada jeździć byle czym, chodzić w byle czym, mieć na ręce byle sikora i drewniany krzyżyk na szyi. Najjaśniej świecą abp Dziwisz i abp Głódź. I bandziochem, i nalaną buźką, i ubrankiem, i pobożnym i skromnym słownictwem. W świetle czynów i słów papieża Franciszka wygląda to odrobinę dziwacznie. Ale Piekara podbija piłeczkę:
I słusznie! - z pasją przytaknął stolnik. - Kościół powinien świecić przykładem w bogobojności, miłosierdziu i łaskawości, nie w bogactwie. Za wielu mamy księży i biskupów, co stroją się niczym murwy w zamtuzie, a zamiast do Boga dużo chętniej modlą się do piczy, talarów albo tyłka młodego wikarego! Gdy to przeczytałem stanęła mi prze okularami całe mnóstwo sług boskich z abp Paetzem na czele. I przypomniała dykteryjka, którą opowiadał mi ojciec. Jednemu z jego znajomych umarł rodzic i poszedł do swojego plebana umawiać mszę i pochówek. Ksiądz zaproponował 1000 zł, facet poprosił o fakturę. Po chwili trzymał w rękach dokument, wyjął portfel i odliczył pięć banknotów stuzłotowych. Ksiądz zdziwiony spojrzał na niego i na pieniądze a facet wytłumaczył, że płaci tyle ile widnieje na fakturze. Opór w ludzie rośnie!
Czy papież Franciszek ma rację? Czy kler powinien przypomnieć sobie, że nie powinien świecić swym parafianom złotym krzyżykiem i nowym audi w oczy? Pawłowi Zarzecznemu to się nie podoba. Żyjący skromnie ksiądz to np. rzadkie wizyty u krawca (bańdzioch nie rośnie, to po szyć coraz to nowe spodnie i sutanny?). Kogoś trzeba przecież zatrudnić kucharkę, organistę, itp. Z kolei tania fura, to mniej wodotrysków, mniejsza produkcja, mniejsze zarobki i mniejsze zatrudnienie. Niby wszystko to prawda, ale... Ale redaktor Zarzeczny nie odwiedza widać parafii w mniejszych miejscowościach. Sam nie musi zapieprzać za „Bóg zapłać” na rusztowaniach, a jego kobieta nie zasuwa na kolanach myjąc podłogę w świątyni i za własny szmal kupować kwiatki dla ustrojenia ołtarza. Bo ksiądz powiedział: „W następnym tygodniu o czystość i ołtarz w kościele dbają panie mieszkające na ul. takiej i takiej, od numeru... do numeru...
A medal jak zwykle ma dwie strony. Co będzie korzystniejsze dla Kościoła? Co dla wiernych? Czy buty Franciszka staną się jakimś wyznacznikiem postępowania duchownych kościoła rzymskokatolickiego?
Inną sprawą jest likwidacja funduszu kościelnego, za czym dzielnie lobbowali znani mi ateiści. Ach jak liczyli, jakie to miało być korzystne dla budżetu (oszczędności) i kościoła (potencjalnie o wiele więcej szmalu rocznie). Gy jednak okazało się, że ateiści będą musieli zapłacić większy podatek niż wierzący – zawyli niczym stado wilków. Gdzie się podziały cechujące ich ponoć racjonalność i rozum?

0 komentarze:
Prześlij komentarz