W ostatnim „Uważam Rze” starły się dwie opinie o współczesnej szkole. Peter Gray w wywiadzie udzielonym Arkadiuszowi Pińskiemu udowadniał, że dzisiejsza szkoła przypomina więzienie. Marcin Hałaś nazwał polską edukację, wzorowaną zresztą na zachodnich wzorcach, fabryką lemingów. Co ciekawe i jeden, i drugi ma rację. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, o czym opowiada Gray, że młody człowiek już w momencie urodzenia jest skazany na wieloletni wyrok. Nauki w szkole! Każdy musi przechodzić jednakowy kurs, na którym strażnicy – nauczyciele wtłaczają do głów trochę tego, trochę tamtego. Z kolei Hałaś ubolewa, że szkoła stała się jedną wielką maszynerią służącą do przygotowania uczniów na końcowe rozwiązywanie jolki, tzn. testów. Z obu tekstów wynika, że uczeń kończąc edukację nie jest przygotowany do późniejszego dorosłego, zawodowego życia, które, o ile oczywiście delikwent nie wybierze kariery biurokraty, wymaga umiejętności kreatywnego rozwiązywania problemów. Według przywołanych publicystów szkoła nie rozwija zainteresowań, a nawet swoim okrojonym i pozbawionym polotu programem, prowadzi do ich stłamszenia.
Według Graya przymus szkolny pojawił się jako reakcja na zbyt dużą samodzielność myślenia, jaką przejawiało społeczeństwo końca XVIII wieku. Najłatwiej przeciwdziałać temu w zarodku, czyli w dzieciństwie i niejako przy okazji wmówić wszystkim, że obowiązek szkolny to szansa na lepsze życie. Nie zaprzeczam, że umiejętność czytania i pisania przydaje się, ale ujednolicony program szkolny programuje młode umysły do myślenia zgodnego z obowiązującą linią. A krytykowana przez Hałasia „rewolucja Tuska”, czyli wpakowanie do szkoły sześciolatków jest totalnym nieporozumieniem. Wprawdzie pozwoli to dokładniej sformatować umysły i pozwoli na dogonienie uciekającej w dół Europy, ale nie uda się zrealizować haseł wydumanych przez propagandystów ministerek Has i Szumilas.
Gdy czasem oglądam serię filmów „Matura to bzdura” przypomina mi się dowcip z czasów technikum: Dwoje młodych ludzi siedzi wieczorem na parkowej ławce i spoglądając na księżyc rozmawia. „Mickiewicza czytałaś?”, „Tak”. „Chopina słuchałaś?” „Tak, słuchałam”. „A filmy Zanussiego widziałaś?”, „Tak, widziałam jakiś”. „Dobrze o kulturze porozmawialiśmy, a teraz możemy się bzyknąć!”
Na zakończenie dykteryjka (z życia wzięta). Przez wiele lat byłem przekonany, że edukacja w ZSRS stoi na wyższym poziomie niż w naszym pięknym kraju. Tymczasem... Ostatnie wybory na konkursie piękności dla mężatek Kobieta Rosji wygrała Inna, żona reprezentanta Sbornej w piłce kopanej Jurija Żirkowa. Konkurs ma w regulaminie zapisane, że zwyciężyć ma najaktywniejsza, najlepiej wykształcona, rozwinięta duchowo i najpiękniejsza. Tymczasem Żirkowa nie pracuje i nigdy nie pracowała. Gdy zapytano ją, czy może przekonała do siebie jurorów erudycją, odpowiedziała:
- Być może, bo każdego dnia starałam się pięknie wyglądać.
- A co to jest erudycja?
- Właśnie mówię. Co rano, już od śniadania byłam w długiej sukni z makijażem, uczesana; zapewne dlatego dostałam koronę.
- Słońce kręci się wokół Ziemi, czy Ziemia wokół Słońca?
- No, na pewno Słońce... Nie, Ziemia.
- To Słońce, czy Ziemia?
- Nie wiem.
(...)
- Kto napisał poloneza Ogińskiego?
- Proszę mnie nie pytać, nie chcę się skompromitować.
- A walca Gribojedowa?
- Proszę mnie nie pytać. Jestem od tego daleka.
Ot szkoła, ot edukacja!
0 komentarze:
Prześlij komentarz