Jakiś rok temu czytałem o bardzo dziwnej idei, która została na naszym gruncie nazwana Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. To co wymyślili marketingowcy od Audi i Volkswagena mieści się we wspomnianej formule wyśmienicie. No ale co? Ano to, że do sejmu ma trafić propozycja zmian w prawie, zawierająca między innymi wprowadzenie interesujących zmian w handlu używanymi samochodami. Z inicjatywą wyszło Stowarzyszenie Dealerów Volkswagena i Audi w Polsce. Projekt ten zawiera jeszcze więcej niezmiernie ciekawych elementów.
Wprowadzenie dodatkowej opłaty ekologicznej na auta liczące powyżej 10 lat, podwyższenie stawek za polisy OC dla aut w wieku powyżej 12 lat, zakaz ponownej rejestracji takiego auta w wypadku zmiany właściciela, dodatkowe obowiązkowe kontrole starszych aut. Ciekawe prawda? Bo nimi możesz sobie Polaku kupić brykę dwunastoletnią, ale jej nie zarejestrujesz. A jeśli nie będziesz jej mógł zarejestrować, to... tego się domyśli nawet niespecjalnie rozgarnięty muł.
To nie koniec! Marketingowcy od Audi i VW (czy aby na pewno oni sami na to wpadli?) domagają się m.in. wprowadzenia wynoszącej 1500 złotych opłaty za sprowadzenie każdego samochodu z zagranicy. Projekt ma na celu poprawę sytuacji finansowej stacji dealerskich oraz utrzymanie dotychczasowego poziomu zatrudnienia w tej gałęzi. Gdy przywołamy tutaj wspomnianą wyżej Społeczną Odpowiedzialność Biznesu, musimy dojść do wniosku, że dealerzy najzwyczajniej w świecie wykazują troskę o swoich klientów i nie tylko. Wiadomo, że używane auto to jedna wielka niewiadoma. Mogło być bite, złożone z kilku kawałków, w efekcie zatruwa powietrze i jest bardziej niebezpieczne dla przechodniów. Gdy walniemy nim w drzewo, albo inne auto – możemy zginąć! Gdyby jednak kupić nowe, to ho, ho, ho! Sama radość i dla dealera, i pracownika koncernu, i nowego właściciela!
A, że niewielu Polaków może sobie pozwolić na nowe auto? Zaraz, zaraz! W dealerskich główkach mogło coś zapikać i wykluła się myśl. „Kupują nowe plazmy, nowe mieszkania, domy, to na nową furę ich nie stać? Kredycik i pójdzie! Bo Polak już bez auta nie da rady żyć!”
Czy dotarło do makówek incydentalnych czytelników? Myśli nie oscylują dookoła słów „cholerny faszyzm”? Po mojej makówce krążą o wiele gorsze, ale to nic nie da. Jesteśmy bowiem społeczeństwem ze sformatowanymi umysłami. A takich nie przebudzi nawet „spodziewana i uzgodniona” wizyta w domu urzędnika skarbowego, który już niebawem zyska prawo do sprawdzenia nieścisłości, podejrzeń. I tego chyba nie muszę pisać: zawsze coś znajdzie!
A gdzie się podziała stara maksyma: „mój dom jest moją twierdzą”? Gdzie karabiny, dubeltówki żeby przegnać intruzów? Nie dostaliśmy pozwolenia? Mówiłem! Sformatowane umysły...
0 komentarze:
Prześlij komentarz