Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 12 września 2013

Pączki w maśle

września 12, 2013 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Swego czasu kanclerz państwa będącego naszym odwiecznym wrogiem wpadł na genialny pomysł. Otto von Bismarck, bo o nim mowa, chcąc zebrać fundusze na wojnę oraz nie chcąc zadłużać się nadmiernie u Rothschildów, wpadł na genialny w swej istocie pomysł. Postanowił zatem, że obrabuje ludzi żyjących w granicach Niemiec ale w taki sposób, że będą się z tego jeszcze cieszyć. Wystarczyło tylko zaproponować Niemcom (i nie tylko), że będą oddawać co miesiąc pewną część wypłaty, a w zamian za to państwo pod koniec życia takiego człowieka, gdy sił do pracy będzie mu brakować (w wieku 65 lat, gdy średnia oscylowała wtedy w okolicach 50), zacznie wypłacać zgromadzone pieniądze w równych transzach z powrotem. Nie stawał się zatem stary człowiek zależny od swoich dzieci i wnuków, jak to bywało do tej pory. Zostało owo „dobrodziejstwo” nazwane emeryturą i rozprzestrzeniło się wszędzie tam, gdzie zawitała cywilizacja.
Początkowo system wymyślony przez Bismarcka sprawdzał się wyśmienicie, a jako, że pracownikami byli w tamtym czasie zazwyczaj mężczyźni, państwo zarabiało na tym ogromne pieniądze. Ciężka fizyczna praca powodowała, że robotnicy stosunkowo rzadko dożywali wieku emerytalnego. Niestety (dla państwa) długość życia człowieka wzrastała wraz ze zwiększającą się stopą życiową i poprawą opieki medycznej. Poza tym do grona pracujących dołączyły kobiety, które przechodząc wcześniej na emeryturę oraz mniej zarabiając oddawały siłą rzeczy mniej pieniędzy do kasy systemu emerytalnego, a przy tym (o zgrozo) żyły dłużej. W efekcie system emerytalny znalazł się w niewąskich opałach, a w rezultacie my wszyscy.
Według Jana Pińskiego Ponad 40 proc. wpływów do budżetu pochodzi z opodatkowania pracy, przedsiębiorczości i… świadczeń społecznych. Jak wyliczyła firma Expander, na haraczu pobieranym przez państwo statystyczny Polak traci przez całe życie prawie 1,5 mln zł! Jeśli będziemy oszczędzać w ZUS i OFE, zgromadzimy około 662 tys. zł, a jeśli będziemy odkładać na własną rękę, możemy liczyć na 1,95 mln zł! Gdybyśmy pieniądze zabierane przez państwo wpłacali do funduszy inwestycyjnych, emerytura, na którą moglibyśmy przejść po 42 latach pracy, wynosiłaby 200 proc. naszych zarobków. Te wyliczenia dotyczą osób zarabiających 2 tys. zł brutto – mniej, niż wynosi średnia krajowa. To, co zabiera nam państwo jako składki emerytalne, nie jest inwestowane, lecz jedynie waloryzowane o 0,75 wskaźnika tempa wzrostu płac. Przeraża nieprawdaż?
Mimo najgłośniejszych zapewnień rządu o tym, że ZUS jest najlepszą opcją, możemy być raczej pewni, iż nie będziemy mieć słonecznej starości. Zresztą nie tylko my, Polacy. Według Larrego Finka, prezesa BlackRock największej na świecie firmy zarządzającej aktywami, dzisiejsi amerykańscy 45-latkowie i starsi będą musieli pracować dłużej. Fink zaleca aby oni stali się bardziej mili dla swoich dzieci i wnuków, bo zapewne czeka ich emerytura na ich łasce oraz konieczność mieszkania z nimi do śmierci – bo na utrzymanie własnej nieruchomości nie będzie ich stać.
Wracając do naszego ogródka największym problemem jest ta, podnoszona przez naszych umiłowanych przywódców, społeczna odpowiedzialność. Pieniądze, które wpłacamy do systemu ubezpieczeń społecznych trafiają bezpośrednio na konta emerytów, zaś wszelkie wyciągi o ilości zgromadzonych pieniędzy na naszych kontach emerytalnych są zwyczajnymi łgarstwami. Jest bowiem niemal pewne, że zamiast godnej emerytury będziemy dostawać zasiłki o wartości dzisiejszych 700 – 800 zł. I tylko sami umiłowani przywódcy oraz grono ich ulubieńców będą żyli niczym pączki w maśle.

0 komentarze:

Prześlij komentarz