Swego czasu Antoni Słonimski napisał: My dziś nie chcemy z lancami na czołgi; my dziś chcemy z czołgami na bombę atomową!. Słowa te przywołał prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke aby podkreślić niezrozumiały sposób postępowania naszych umiłowanych przywódców. Tekst zatytułowany „Cwane bestie” ukazał się w przedostatnim „Uważam Rze” (38/2013) i warto się nad nim odrobinę zatrzymać, albo jak z upodobaniem powtarzają tuzy polskich mediów – pochylić.
A cała sprawa zaczęła się od tego, że JKM przeczytał w internecie o przyszłym polskim czołgu: PL-01 CONCEPT. Czołg powstaje Polskiego Holdingu Obronnego z brytyjskim koncernem BAE Systems. Ten drugi odpowiada za produkcję i dostarczanie części elementów. (…) Jeśli mielibyśmy ów wykoncypowany w Polsce czołg będzie kosztował parę milionów, a rozwali go pierwsza (najwyżej druga) rakieta za kilkadziesiąt tysięcy. (…) Mając takie czołgi, niewątpliwie wygralibyśmy II wojnę światową. Dziś nadają się do wojny między Swazilandem a Botswaną – co najwyżej między Boliwią a Paragwajem. Nie, przesadzam: żyjemy w dobie postępu w ogóle, a postępu w budowie rakiet w szczególe: kosztujący 20 tys. dolarów Exocet AM39, sprzedany Republice Argentyny, zatopił w 1982 r. krążownik HMS „Sheffield”, a przecież czołg nie ma wyrzutni antyrakiet. (…) Mamy rok 2013, a czołg PL-01 ma trafić do produkcji w 2018 r. Czyli dziś coś się produkuje nie wiedząc nawet, jaka broń będzie dostępna za pięć lat. Sądzę, że zaprojektowanie i skonstruowanie rakiety mogącej przebić pancerz PL-01 zajęłoby góra miesiąc.
Nie chciałbym abyście odnieśli wrażenie, że się czepiam. Po prostu pewne sprawy trzeba wyprostować, a niektóre rozwinąć. HMS „Sheffield” nie był jedynym okrętem brytyjskim zniszczonym przez Argentyńczyków i żaden z nich nie zatonął w wyniku pojedynku artyleryjskiego. Wszystkie zostały zniszczone przez broń podwieszaną pod skrzydłami argentyńskich samolotów. Faktem jest, że zarówno bomby, jak i rakiety wraz z przenoszącymi je samolotami (też w większości zniszczonymi rakietami) kosztowały o wiele mniej niż jeden zatopiony krążownik. Niemniej ci, którzy ze strony argentyńskiej wydumali atak na Falklandy (czyli junta) zostali obaleni.
W innym miejscu tekstu przywołuje JKM liczbę irackich czołgów przed drugą wojną z Saddamem. Tak, Saddam miał o wiele więcej czołgów niźli siły sprzymierzone, ale był to w większości sprzęt wiekowy, który z amerykańskimi czy brytyjskimi czołgami nie miał szans. A czołgi PL-01 mają być technologicznie nowsze niż brytyjskie Challengery i amerykańskie Abramsy (choć lżejsze), więc... kto wie jakie środki obrony przed rakietami przeciwczołgowymi pojawią się za pięć lat?
Jeśli w kwestii czołgów nie przyjmuję punktu widzenia JKM (póki co), to w kwestii jego poglądów na armię popieram go w całej rozciągłości. Polskie siły zbrojne liczą niemal sto tysięcy ludzi. Są one w stanie obronić bardzo, bardzo niewielki skrawek naszego kraju, zaś ekipa rządząca, koncypując skomplikowane zarządzenia, szykuje się do całkowitego przejęcia kontroli nad wojskiem, aby mieć poważny argument w ręce przeciwko nieodległym protestom społecznym (o czym ostrzega Romuald Szeremietiew). Jeśli czołgi wyprodukowane za nasze podatki miałyby stanąć naprzeciw protestującym, wtedy popieranie stworzenia nowego „polskiego” czołgu byłoby co najmniej nierozsądne. Poza tym od makiety do gotowego produktu daleka droga, o czym przekonali się pomysłodawcy choćby szturmowego Skorpiona.

0 komentarze:
Prześlij komentarz