Są dwa rodzaje publicystów. Pierwsi kopią w poszukiwaniu prawdy. Stoją w dole i wyrzucają żwir. A na górze są ci drudzy, którzy ten żwir wrzucają z powrotem. I jedni, i drudzy są dziennikarzami. I zawsze ze sobą walczą. Odwieczna walka trzeciej władzy o panowanie nad światem. Pierwsi chcą ujawniać i obnażać. Drudzy są na posyłki władzy i próbują wszystko zatuszować. (...) Ludzie władzy nie mogą się obyć bez swoich pralni i zakładów pogrzebowych. Niejeden dziennikarz nie zawaha się zaprzedać duszy, byle tylko być na ich posyłki. Z powrotem wsypywać żwir. Grzebać skandale. Z pozorów tworzyć prawdę, tworzyć iluzję o nieskazitelnym społeczeństwie.
Powyższy cytat pożyczyłem sobie z książki Henninga Menkella o detektywie Kurcie Wallanderze „Fałszywy trop”. Całkiem nieźle wpisuje się w dyskusję jaka przetoczyła się przez świat mediów po wydaniu „Resortowych dzieci. Media” Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Wszyscy w niej opisani się oburzyli. Podobnie do ich kolegów czy podwładnych. Z oburzeniem nie czekali długo. Wyciągnęli na wierzch większe lub mniejsze grzechy (głośna pożyczka jakiej udzieliła Kani matka siedzącego akurat w ciupie Marka Dochnala) autorów tej „kontrowersyjnej” książki oraz podkreślili zasługi jakimi dla „wolnej” Polski odznaczyli się Adam Michnik, Tomasz Lis, Monika Olejnik i inni opisani tam ludzie merdiów.
Nie wnikam czy autorom przy pisaniu „Resortowych dzieci” towarzyszyła zazdrość, co podkreśliła w „Newsweeku” Olejnik, czy chęć dotarcia do prawdy. Nie warto się również zastanawiać nad tym czy dorastanie w określonym środowisku zostawia po sobie ślad i czy telefon albo słówko od znajomego królika nie wpłynął na przyszłego pracodawcę.
Interesuje mnie coś innego. Na antenie Telewizji Republika Dorota Kania mówiła, że napisanie tej książki wymagało ogromnej odwagi. Poza tym podkreśliła, iż jest to praca pionierska. A tymczasem jest to trzeci rodzaj prawdy o czym swego czasu twierdził ksiądz Tischner (przypominam: gówno prawda).
Według Mariana Miszalskiego W 2006 roku profesor Jerzy Robert Nowak ukończył książkę „Czerwone dynastie”. Przedstawił w niej rodzinne klany wyrastające z PRL, które świetnie odnalazły się w Polsce po Okrągłym Stole. (…) Nowak jako pierwszy opisał rodzinę Kraśków, przeszłość Moniki Olejnik. (…) „Wszystkie te informacje, bez wyjątku, znalazły się w książce Doroty Kani” - mówi profesor Nowak. „Oczywiście bez jakiejkolwiek, najmniejszej nawet adnotacji o mnie i mojej pracy(…).
Gdzie zatem umieścić autorów „Resortowych dzieci”? W kopiących, zasypujących, czy może trzeba stworzyć oddzielną grupę dziennikarzy? Z drugiej strony jeśli zupełnie przypadkiem dotarli do tych samych infomacji co Nowak, zaś jego książki wcale nie przeczytali? Cóż wtedy odszczekam!
0 komentarze:
Prześlij komentarz